Rondo Ruut ST jest wyjątkowy z kilku powodów. Przede wszystkim – jako pierwszy gravel na świecie – daje możliwość zmiany geometrii. To rowerzysta wybiera, czy woli skrętną maszynę do ścigania, czy spokojny krążownik do bardziej turystycznych zastosowań.
W obu tych opcjach jest bardzo komfortowy. Jest to możliwe dzięki stalowej ramie, wykonanej z bardzo dobrego stopu – CRO-MO Tange. Szkielet wychwytuje i rozprasza drobne drgania, działa jak amortyzator.
Polski gravel ma znacznie więcej plusów. Choćby napęd, oparty na częściach SRAM Rival. Dzięki kasecie 11-42 możliwa była rezygnacja z dwóch tarcz z przodu. Uprościło to znacznie obsługę i ułatwiło serwis. Hamulce tarczowe z tej samej co napęd grupy są dopełnieniem szczęścia.
Jak przystało na model przystosowany także do trudnych tras, wyposażono go w koła osadzone na sztywnych osiach.

Rondo Ruut ST pomieści dwa rodzaje kół – standardowe 700 oraz 650. W tej pierwszej opcji rower przyjmie opony o szerokości do 43 mm, w drugiej – do 2,1 cala. Większe koła lepiej sprawdzą się na szosie, mniejsze na szutrze, a nawet niektórych ścieżkach.
Model od polskiego producenta to także świetna opcja na wyprawy. Ładunek można przymocować „na lekko” w stylu bikepackingu lub tradycyjnie – za pomocą bagażnika i sakw. W ramie przewidziano otwory montażowe na trzy koszyki.
W tym wszechstronnym gravelu nie zabrakło także miejsca i otworów na błotniki.
Całość waży według producenta 10,5 kilograma.
