Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Kiedy niedawno testowałem OXFELD Observer LTD, przekonałem się, że polska marka potrafi zrobić dopracowanego gravela z carbonem dosłownie wszędzie. Ale LTD kosztuje 9 999 zł. Tymczasem obok niego w cenniku stoją dwa aluminiowe rodzeństwa – Observer Comp za 4 999 zł i Observer SF za 4 499 zł – czyli mniej więcej za pół ceny karbonu. Postanowiłem sprawdzić, ile z tej „ligi LTD" da się dostać za połowę stawki, i przez kilka tygodni przejechałem po ok. 200 km na każdym z nich w tych samych okolicach Bydgoszczy i Borów Tucholskich.

Czas trwania: ok. dwa tygodnie na każdy rower (czerwiec–lipiec 2026), łącznie ponad miesiąc jazdy.
Intensywność: codzienne dojazdy do pracy + weekendowe treningi + kilka dłuższych rundek szutrowych.
Przebieg: ok. 200 km na każdym rowerze (razem ~400 km). To wyraźnie krócej niż 500 km, które przejechałem na LTD, więc traktuj tę recenzję bardziej jako pierwsze wnioski porównawcze niż wyczerpujący test długoterminowy.
Pora roku i warunki: koniec czerwca i pierwsza połowa lipca, głównie sucho i ciepło (20-28°C), zdarzały się pojedyncze przejazdy po deszczu – akurat wystarczające, żeby ocenić hamulce i przyczepność na wilgotnym szutrze.
Sprzęt: OXFELD Observer SF i OXFELD Observer Comp, obie w rozmiarze M.
Typ rowerów: gravele aluminiowe 28", 1x11, sztywne osie 12x100 przód i 12x142 tył, opony 45 mm – czyli klasyczna specyfikacja gravela wyprawowo-użytkowego.
Zanim wsiadłem na aluminiowe wersje, spisałem sobie na kartce najważniejsze różnice względem LTD. Wyszło z tego coś takiego:

Innymi słowy, oba aluminiowe modele są tańsze o 5–5,5 tys. zł względem LTD, ale robi się to nie tylko przez ramę. Cięcie idzie także przez koła, opony i klasę napędu. Każdy z aluminiowych Observerów proponuje przy tym inny kompromis, więc traktuję je nie jako „ten sam rower w dwóch cenach", tylko dwa różne pomysły na to samo miejsce w cenniku.
Observer SF w rozmiarze M z pedałami platformowymi na mojej wadze łazienkowej pokazał trochę poniżej 12,5 kg. Oxfeld podaje 12,19 kg, ale dla najmniejszego rozmiaru XS, więc w M realnie zbliżamy się do 12,3–12,5 kg – mniej więcej tyle, ile się spodziewałem. To o ponad 3 kg więcej niż LTD (który ważył 9,21 kg bez pedałów). Trzy kilo w gravelu widać wszędzie: przy podnoszeniu z podpiwniczonego korytarza, przy przenoszeniu przez metalowe schody na dworcu, przy każdym podjeździe. Nie mówię, że to źle – SF nie jest wyścigowym gravelem – ale trzeba mieć świadomość, że wchodzimy w inną kategorię wagową.

Za tę wagę odpowiada głównie amortyzator, i to on jest głównym powodem, dla którego SF w ogóle istnieje. Aluminiowa rama sama w sobie jest ta sama co w Compie – te same spawy, ten sam trójkąt, ta sama filozofia gravela z prześwitem na 45 mm. Cała różnica między SF a Compem siedzi w widelcu, kolorze i napędzie.
Amortyzator w gravelu to temat, w którym jestem zdecydowanym sceptykiem. Filozofia gravela na 45 mm oponie zakłada, że komfort załatwia opona (najlepiej tubeless na niższym ciśnieniu) plus tłumiący widelec i kierownica z karbonu. Amortyzator dokłada nam skok, ale też skoku ramienia przy każdym pociągnięciu w górę i przede wszystkim wagę.
Widelec w SF ma powietrzną sprężynę i skok 40 mm, blokadę RL na goleni oraz golenie o średnicy 32 mm. Sprężyna powietrzna to plus — można dopasować pod swoją wagę, można dopompować pod bagaż na bikepacking. Blokada jest – używałem jej codziennie po wjeździe na asfalt i to ma sens, bo bez zablokowania siadanie na dolnym chwycie i sprint powoduje wyraźne bujanie się przodu.

Zauważyłem dwie rzeczy. Po pierwsze, 40 mm skoku naprawdę pomaga na drobnych, poprzecznych karbowaniach szutru — takich rytmicznych „falkach", które robią się z czasem na ubitych leśnych drogach i potrafią rozstroić nadgarstki po kilkunastu kilometrach. Tam, gdzie na LTD (z 9,21 kg i karbonową kierownicą) czułem, jak drgania przechodzą po dłoniach, na SF przód szedł spokojnie. Po drugie, blokada nie jest sztywna do końca — mimo zablokowania rower cały czas trochę „siedzi" na przodzie i traci to charakterystyczne dla LTD wrażenie sztywności napędu przy sprincie.
Podsumowując: jeśli jeździsz głównie po ubitych szutrach i leśnych szlakach, sporadycznie robisz bikepacking, a asfalt jest tylko dojazdem, SF ma sens. Jeśli chcesz szybkiego gravela w typowo szosowo-szutrowym miksie z Bydgoszczy i okolic, amortyzator to zbędne kilogramy.
Osobiście preferuję ekosystem SRAM, więc na SF czułem się od pierwszej sekundy jak u siebie. Klamkomanetka SRAM Apex 1 HRD ma typową ergonomię amerykańskiego producenta z jedną dźwignią do zmiany biegów. Przerzutka Apex 1 (RD-APX-1-A1) z sprzęgłem trzyma łańcuch w ryzach, a przez 200 km nie zaliczyłem ani jednego przeskoku ani nawet marnego zejścia biegu.
Korba to Prowheel 40T – bardzo prosta, aluminiowa, bez zaskoczeń. Kaseta Shimano SLX/Deore CS-M5100-11 (11-42T) pracuje z SRAM-em bez zarzutu, choć samo mieszanie marek w napędzie jeszcze mnie zaboli – do tego wątku wrócę osobno. Hamulce SRAM Apex hydrauliczne z tarczami 160/160 mm – mocno chwytają, modulacja bez zarzutu, na wilgotnym szutrze w Borach nie zdarzyło mi się zablokować koła przez przypadek.

Observer Comp w M ważył na mojej wadze mniej więcej 10,7 kg (z platformami). Producent nie podaje oficjalnej wagi dla tej wersji, więc traktuję ten wynik jako mój pomiar do zweryfikowania na wadze warsztatowej. To wyraźnie mniej niż SF (dzięki brakowi amortyzatora i karbonowemu widelcowi), ale jednocześnie wciąż o ok. 1,5 kg więcej niż LTD. Karbon w ramie, kierownicy, sztycy i kołach naprawdę robi robotę.
Rama Compa jest ta sama aluminiowa konstrukcja co w SF – spawy, geometria, prowadzenie przewodów są identyczne. Cała różnica jest w widelcu (karbon zamiast amortyzatora), napędzie (GRX zamiast SRAM Apex) i kolorystyce. Testowałem wersję srebrną i wygląda po prostu jak klasyczny gravel – bez amortyzatora sylwetka Compa jest wyraźnie „czystsza" niż SF i moim zdaniem lepiej trafia w to, jak większość z nas wyobraża sobie gravela.

Karbonowy widelec to najważniejsza rzecz, którą Comp dziedziczy po LTD. Nie jest to ten sam widelec (LTD ma nieco lżejszą, bardziej dopracowaną konstrukcję), ale filozofia jest ta sama – sztywność boczna dla precyzyjnego prowadzenia plus tłumienie drgań pionowych. Efekt jest zauważalny natychmiast po zjeździe z asfaltu na szuter: kierownica nie „śpiewa" w dłoniach, a jazda na dolnym chwycie po dłuższym odcinku faktury nie kończy się drętwieniem palców.
Prześwit widelca akceptuje 45 mm bez większego problemu. W porównaniu do karbonowej kierownicy z LTD tracimy trochę na tłumieniu i zyskujemy trochę na wadze – bez tragedii, ale różnicę czuć zwłaszcza po dłuższym dystansie.
Napęd Compa to Shimano GRX 1x11 – klamkomanetka ST-RX600, przerzutka RD-RX812, korba Senicx 42T, kaseta Deore CS-M5100-11 (11-42T) i hamulce BL-RX600 z zaciskami BR-RX410. To niższy szczebel niż w LTD (który miał pełny GRX na 12 rzędów z SLX-ową kasetą górską), ale wciąż porządny GRX.
Przełożenia zmieniają się gładko. Klamkomanetki Shimano GRX to szczerze mówiąc nie są moje ulubione manetki – pod dłoń bardziej pasuje mi ergonomia SRAM-a – ale trzeba przyznać, że działają bardzo dobrze. Skok dźwigni jest krótki, sprzężenie z przerzutką bezbłędne, przez 200 km nie zauważyłem żadnego „zawahania" na przełożeniach.

Korba Senicx 42T to komponent, którego wcześniej nie miałem w rękach – na oko wygląda w porządku, na słuch pracuje cicho, ramiona wydają się sztywne. Po 200 km nie potrafię powiedzieć, jak wypadnie w porównaniu do korby Shimano czy SRAM w dłuższym okresie. Trzymam ją na oku.
Oba aluminiowe Observery mają dokładnie te same koła i opony. To aluminiowe obręcze 30 mm wysokości, 28 szprych, gotowe pod tubeless – plus opony Kenda K1185 Piedmont 700x45C na dętkach.
Koła w komplecie ważą na oko ok. 2 kg – czyli o jakieś 400 g więcej niż karbonowe Ursus Miura TC37 z LTD. To w praktyce najbardziej widać przy szybkich zmianach kierunku i podczas rozpędzania z wolnej prędkości. Karbonowe koła z LTD wyraźnie chciały jechać szybciej, aluminiowe są bardziej „spokojne" – ale wciąż nie wiotkie, obręcze są sztywne poprzecznie.
Opony Kenda K1185 Piedmont 45 mm to mój największy zarzut do aluminiowych Observerów. Mimo szerokości 45 mm bieżnik jest jednoznacznie pod asfalt i twardy, ubity szuter — drobny, płytki, praktycznie semi-slick. Na płytach betonowych i wysypanym szutrze prowadzi się to nieźle, ale wystarczy leśna droga po deszczu, koleiny w piasku albo trochę błota, żeby zorientować się, że to nie są opony pod cięższy gravelowy teren. Kenda jest przy tym wyraźnie wolniejsza od Schwalbe G-One Allround Performance z LTD – cichy szum na asfalcie jest głośniejszy, a wibracje na krawędzi bieżnika (na wysokim ciśnieniu w mieście) są dużo bardziej odczuwalne.

Zdecydowanie zrobiłbym z nich tubeless przy pierwszej okazji (koła są gotowe) – a jeśli planujesz jeździć poza asfaltem i twardym szutrem, wymieniłbym je od razu na coś typu Pirelli Cinturato Gravel M SmartEvo albo Schwalbe G-One R PRO. Ochrona przed przebiciem jest podstawowa – nie złapałem żadnego kapcia na 400 km wspólnego przebiegu.

Geometria obu jest praktycznie identyczna – producent podaje ten sam stosunek Stack/Reach na poziomie 1,50 dla rozmiaru M, czyli tylko odrobinę bardziej sportowo niż 1,52 w LTD – na siedzeniu tej różnicy nie widać. To wciąż komfortowa geometria, „gravel do wszystkiego", która sprzyja dłuższym trasom i wyprawom. Ta sama moja uwaga, którą pisałem przy LTD: dla mojego stylu jazdy trochę za dużo pionizacji, ale dla większości gravelowców – w sam raz
Zapowiadałem, że wrócę do tego wątku, więc wracam. Oba Observery mają solidnie wymieszany osprzęt – nie w sposób, który by nie działał, tylko w sposób, który boli fanów spójnego setupu.
W SF napęd i hamulce są SRAM-owe (Apex 1 HRD), ale kaseta jest Shimano (Deore/SLX CS-M5100-11), a korba to Prowheel. W Compie klamki i przerzutka są Shimano GRX, ale korba to Senicx, kaseta znowu Shimano Deore, a tarcze hamulcowe SRAM – mimo że hamulce są Shimano. Do tego oba rowery jeżdżą na tych samych tarczach SRAM, co jest ciekawe, bo klamkomanetki mają z zupełnie innej rodziny.

Dla mnie, jako że lubię, gdy kokpit i napęd są z jednej serii jednego producenta, to jest zawsze mały ból zęba. Ale trzeba sobie powiedzieć jasno: w cenie 4,5–5 tys. zł nikt nie robi jeszcze rowerów ze spójnym osprzętem. Producenci mieszają marki tam, gdzie kalkulacja pozwala kupić lepszy komponent za mniej. Kaseta Shimano na napędzie SRAM działa (obie marki trzymają ten sam standard rozstawu na freehubie HG), tarcze jednego producenta z klamkami drugiego też. Więc wszystko działa, nikomu nic się nie zepsuje. Tylko jak jesteś purystą jak ja, będziesz co jakiś czas patrzył na tę Prowheelową korbę albo Senicxa i myślał „szkoda". Fajną rzeczą jest, że dopłata do LTD załatwia ten problem — tam cały napęd jest z rodziny GRX, korba GRX, kaseta co prawda SLX, ale to spójna linia projektowana pod jeden ekosystem.
Test 200 km na jednym rowerze to niedużo – na LTD miałem 500 km i dopiero na trzysta z czymś wykrystalizowały mi się finalne opinie. Więc traktuj poniższe jako pierwsze wrażenia, nie werdykt na tysiące kilometrów.
Observer SF czuć jako wolniejszego, cięższego, ale wygodniejszego w gorszym terenie. Amortyzator naprawdę zbiera „tarkę" i drobne kamienie z leśnych dróg – tam, gdzie na LTD trzeba było uważać na chwyt kieorwnocy, na SF jedziesz spokojnie. Ale ta sama waga i skok widelca sprawiają, że na asfalcie SF traci wyraźnie. Sprint czy atak z górki, próba rozkręcenia do maksa na prostej roweru — wszystko idzie wolniej niż na LTD (co logiczne przy +3 kg) i wolniej niż na Compie (który jest lżejszy o ~1,5 kg). SF sprawdzi się jako gravel-turystyczny na bikepacking i przy jeździe głównie po szutrze, ale jako sportowy narzędzie nie ma nic do dodania.

Observer Comp jest wyraźnie bliżej LTD. Karbonowy widelec i standardowa waga aluminiowej ramy sprawiają, że rower jedzie po prostu jak gravel – nie musisz się zastanawiać nad wagą, nie masz do przekonania amortyzatora, że powinien pomóc, tylko normalnie kręcisz. Różnica względem LTD jest odczuwalna głównie w kołach (Comp jest bardziej „leniwy" w przyspieszaniu) i w kierownicy (aluminium przenosi więcej drgań niż karbon w LTD). Za to napęd GRX 1x11 pracuje bez wyjątków, hamulce hydrauliczne GRX są znane i sprawdzone, siodło Selle Royal Comfort Groove jest przyjemne w krótkiej perspektywie (choć jak w LTD wymieniłbym je na Fizika po tysiącu kilometrów).
Dwa krótkie odcinki, na których dobrze widać różnicę: na leśnej „tarce" wygrywa SF (amortyzator), na dłuższym asfaltowym dojeździe wygrywa Comp (lżejszy, sztywniejszy, bardziej „szosowy"). LTD wygrywa w obu, ale kosztuje 2x tyle.
Zadałem to pytanie sobie po odjeździe każdego z tych rowerów i mam całkiem jasne odpowiedzi.
Kup Observer SF, jeśli:
Kup Observer Comp, jeśli:
Dopłać do Observer LTD, jeśli:
Osobiście, gdybym miał wybierać jeden rower z rodziny Observer w tej cenie, wziąłbym Comp – ma najbliższą LTD filozofię (bez amortyzatora, karbonowy widelec, GRX), a jednocześnie kosztuje o 5 tys. mniej. SF jest za ciężki i za bardzo „połowicznie MTB" jak na mój styl jazdy. Ale gdybym testował długie wyprawy z bagażem po bezdrożach, myślenie mogłoby być inne.
Reasumując, oceny w skali od 1 do 10 prezentują się następująco:
Zalety:
Wady:
Ocena: 7/10 – dobry rower dla konkretnej grupy odbiorców (bikepacker, gorszy teren), ale nie uniwersalny.
Zalety:
Wady:
Ocena: 7,5/10 – solidny gravel do 5 tys. zł, bliżej filozofii LTD niż SF. Najlepszy wybór dla większości kolarzy szukających klasycznego gravela na start w tym budżecie.
Jeśli szukasz więcej informacji o gravelach w tej klasie cenowej, warto zajrzeć do naszej pełnej kategorii rowerów gravel lub przeczytać test carbonowego Observera LTD, do którego cały czas nawiązywałem w tym artykule.
Piotr to kolarz szosowy i gravelowy, startujący w amatorskich wyścigach. Ceni bezkompromisową jakość, spójny setup i twarde dane nad marketingowe obietnice. Codziennie dojeżdża rowerem do pracy – niezależnie od pogody – co daje mu unikalną perspektywę testera w realnych, a nie laboratoryjnych warunkach.
Autor: Piotr Firyn
Typ kolarstwa: szosa i gravel
Poziom zaawansowania: zaawansowany
Częstotliwość jazdy: codziennie (dojazdy) + treningi wg planu treningowego