Oxfeld Observer LTD – test pierwszego carbonowego gravela w ofercie marki
16-04-2026Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Koniec lutego, szósta trzydzieści rano. W Bydgoszczy w tym miesiącu temperatura minimalna spada średnio do -3°C, ale tego dnia Garmin pokazał -2°C, czyli było tego poranka dosyć ciepło jak na tegoroczną zimę. Za kilka godzin ta sama droga powrotna, ale już przy czternastu stopniach i słońcu. To właśnie ten scenariusz bywa dla odzieży rowerowej najtrudniejszy: nie intensywny mróz, nie upał, ale ta podstępna amplituda.
Przez całą końcówkę zimy i wiosnę testowałem zestaw złożony z czterech produktów Eyen z serii Vern – podkoszulka z merynosowej wełny, bluzy Vern 3.0 Cargo, kurtki Vern 2.0 i spodni Vern 3.0 Cargo. Miałem sprawdzić, czy z produktów wchodzących w tę serię da się stworzyć zestaw na każde warunki, jakie zdarzają się na przełomie zimy i wiosny.

Czas trwania testu: koniec lutego – koniec maja (ok. 3 miesiące)
Intensywność testu: codzienne dojazdy do pracy (5x w tygodniu) + weekendowe treningi bazowe na gravelu
Pora roku i warunki: koniec zimy i wiosna; głównie 10–15°C, często duże amplitudy – rano 0 do -3°C, po południu 13–16°C; sporadyczne mżawki
Typ roweru: gravel
Zanim przejdę do poszczególnych elementów, jedno zdanie o tym, jak zaplanowałem ten test. Sprawdzałem produkty Eyena jako komplet, a nie cztery oddzielne produkty. Podstawą zestawu była bluza Vern 3.0 Cargo + spodnie Vern 3.0 Cargo – ubierałem je codziennie na dojazdy do pracy, a weekendowo również na treningi.
Kurtka Vern 2.0 i podkoszulek merino zakładałem sytuacyjnie, dopełniając lub zastępując warstwy w zależności od warunków za oknem. To ważne, bo każdy z tych produktów osobno oceniałbym inaczej niż wszystkie cztery razem. A w komplecie uzupełniają się zaskakująco dobrze.

Co warto podkreślić: zestaw sprawdza się nie tylko na wiosnę. Ta sama konfiguracja warstw działa równie dobrze późną jesienią i wczesną zimą, kiedy temperatury oscylują w podobnym zakresie. Przy kilku stopniach na plusie, wietrze i krótkich dniach – bluza, kurtka, merino i lekko ocieplane spodnie to wszystko, czego potrzeba do jazdy zimą.
Wełna merino w bazie to sprawdzony schemat przynajmniej od kilku lat i tutaj nie ma żadnej rewolucji, ale o to chodzi. Rano, przy kilku stopniach mrozu, podkoszulek Vern Merino trzymał ciepło wystarczająco, żeby nie marznąć pod bluzą. Po południu, kiedy temperatura skakała do czternastu stopni, a ja zdejmowałem kurtkę na treningu i nie byłem mokry. To właśnie ta cecha merynosu jest nie do podrobienia przez żadne poliestry: odparowuje, nie gromadzi wilgoci.
Sprawdź kolekcję odzieży rowerowej Eyen Vern
Prałem podkoszulek zgodnie z zaleceniami na metce – niska temperatura, delikatny program – i przez cały okres testu nie stracił kształtu ani właściwości. Ale ważniejsza obserwacja: po zwykłych treningach i dojazdach zamiast prać, wietrzyłem. Wełna merino ma tę właściwość, że przy odpowiednim wietrzeniu nie gromadzi zapachów. Przyznaję, że byłem sceptyczny, bo jedyny mój wcześniejszy kontakt z merynosem to skarpetki – ale na odzieży ta zasada działa faktycznie dobrze. Zapach po kilku treningach? Żadnego. Nie spodziewałem się tego.

Kilka razy sięgnąłem po podkoszulek Vern Merino do biegania, i też sprawdził się super. To odzież kolarska, ale przy tym zakresie temperatur i wiosennym wietrze daje radę lepiej niż niejeden specjalistyczny long sleeve biegowy. Szerszy zakres zastosowań, niż sugerowałaby metka.
Bluza Vern 3.0 Cargo to produkt, przy którym miałem z początku jedno pytanie: po co „cargo" w bluzie kolarskiej? Klasyczny jersey ma kieszenie z tyłu, które wystarczają. Odpowiedź przyszła przy pierwszym dojeździe do pracy.
Przy codziennej jeździe po mieście zwykłe tylne kieszenie to koszmar logistyczny – żeby wyciągnąć telefon lub portfel, trzeba się niemal zatrzymać. Powiększone kieszenie Cargo w Vernie 3.0 rozwiązują ten problem. Żel, telefon, kluczyki, cienka czapka na rano – wszystko dostępne bez zwalniania.
Krój bluzy jest obcisły, ale nie krępuje ruchów. W rozmiarze S przy 174 cm wzrostu i 65 kg wagi przylega dokładnie tak jak powinien. Silikonowa wstawka przy pasie trzyma bluzę na miejscu podczas jazdy.

Bluza spełniała u mnie dwie funkcje w trakcie tej samej jazdy – wychodziłem rano w pełnym zestawie z kurtką na wierzchu, wracałem po południu z kurtką plecaku, a bluza Vern 3.0 robiła za warstwę wierzchnią. Ten elastyczny zakres to jej główny atut.
Warto dodać: jeśli zaakceptujesz obecność kieszeni cargo jako element stylu, zestaw Vern 3.0 sprawdzi się też na szosie. Funkcjonalnie nie ma tu żadnych kompromisów. Może nie wygląda to jak pro peleton, ale kto jeździ na szosie z żelami w kieszeniach i telefonem dostępnym w trzy sekundy, ten doceni.
Mały minus: przy schodzeniu temperatury poniżej 10°C bez kurtki robi się już za zimno. Bluza nie jest wiatroodporna, ale to nie jest zarzut, bo tak ma być, ale granicę warto znać.
Kurtka Vern 2.0 wchodzi do zestawu wtedy, kiedy robi się poważnie. Membrana Zero Wind zastosowana na klatce piersiowej, rękawach i ramionach blokuje zimny wiatr od przodu. A jadąc na gravelu w pochylonej pozycji, czujesz go tam jako pierwszy.
Kurtka pokryta jest powłoką hydrofobową (DWR), która przy mżawce sprawdza się znakomicie – woda ścieka z powierzchni zamiast wsiąkać. Kilka razy jechałem w lekkiej mżawce i kurtka nie nasiąkała. Spodnie Vern 3.0 Cargo zachowywały się podobnie, czyli materiał nie chłonął wody przy wilgotnej pogodzie. Dla jasności: w prawdziwej ulewie nie jechałem i zdaję sobie sprawę, że materiał po prostu by przemókł pod naporem wody. DWR to ochrona przed wilgocią atmosferyczną i mżawką, nie membrana przeciwdeszczowa.

Wewnątrz kurtki producent wyłożył materiał przypominający cienki polar (dzianina z meszkiem), który nie grzeje mocno, ale wyraźnie czuć różnicę w stosunku do zwykłej kurtki bez podszewki. To właśnie dlatego zestaw merino + kurtka bez bluzy sprawdzał mi się przy krótkich, zimnych porannych dojazdach.
Cztery kieszenie z tyłu (trzy otwarte i jedna na zamek) to standard, który tu po prostu działa. Pasek odblaskowy nad kieszeniami jest dyskretny, ale robi robotę przy porannych dojazdach w szarówce.
Spodnie Vern 3.0 Cargo to produkt, który na zdjęciach może wyglądać kontrowersyjnie – kieszenie na nogawkach wciąż są relatywnie czymś “świeżym”. Ale przy dojazdach do pracy ten pomysł okazał się całkiem przemyślany. Telefon w kieszeni na udzie jest dostępny bez schylania i bez rozpinania zamków w plecaku. Żele na trening dobrze schowane, nie wypadają, nie balansują. Przy załadowanych kieszeniach na nogawkach nie czułem żadnych ograniczeń ruchów czy dyskomfortu przy pedałowaniu.
Wkładka Floating Armadillo Man to propozycja ze środkowej półki. Jest równo wszyta, dzięki czemu równo się układa już od pierwszej przymiarki. Testowałem w niej do czterech godzin jazdy bez przerwy i było dobrze. Oceniam, że dla mnie granica komfortu jest gdzieś w okolicach pięciu, może sześciu godzin. Na ultra lub wielogodzinne eventy powyżej siedmiu–ośmiu godzin radziłbym poszukać cięższej wkładki.
Spodnie mają lekkie ocieplenie od wewnątrz i to był niespodziewanie ważny atut przy jeździe w lutym i marcu. Na zewnątrz kilka stopni i wiatr od frontu, a uda ciepłe. Nie przegrzewa przy wysiłku, bo ocieplenie jest naprawdę cienkie – to dobry balans. Ta cecha sprawia, że spodnie Vern 3.0 nadają się nie tylko na wiosnę, ale też na późnojesienne dojazdy i pierwsze tygodnie zimy.
Cały sens tych czterech produktów widoczny jest dopiero wtedy, kiedy zaczniesz traktować je jako system warstw, a nie cztery oddzielne zakupy.
Mój sprawdzony schemat to: na poranno-popołudniowe amplitudy: merino → bluza Vern 3.0 Cargo → kurtka Vern 2.0 → spodnie Vern 3.0 Cargo.
Rano – wszystkie warstwy.
Po południu (lub przy wyższych temperaturach, powyżej dwunastu stopni) – merino i bluza bez kurtki.
Przy krótkim, zimnym poranku – merino plus kurtka, bluza zostaje w domu. System działa, bo każda warstwa pełni inną funkcję.
Kolarz gravelowy lub szosowy jeżdżący codziennie do pracy, który potrzebuje zestawu na wiosnę, koniec zimy i późną jesień. Taki, który chce kupić dosłownie kilka produktów, które może wykorzystać przez większość roku.
Nie polecam traktować tych spodni jako wyboru na ultra. Wkładka jest dobra, ale nie premium wyścigowa.
Zalety:
Wady:
Ocena zestawu: 8/10
Kto testował?
Piotr to kolarz szosowy i gravelowy, startujący w amatorskich wyścigach. Ceni bezkompromisową jakość, spójny setup i twarde dane nad marketingowe obietnice. Codziennie dojeżdża rowerem do pracy – niezależnie od pogody – co daje mu unikalną perspektywę testera w realnych, a nie laboratoryjnych warunkach.
Autor: Piotr Firyn
Typ kolarstwa: szosa i gravel
Poziom zaawansowania: zaawansowany
Częstotliwość jazdy: codziennie (dojazdy) + treningi wg planu treningowego