Bikepacking okiem Marii Kostacińskiej, czyli kobiece spojrzenie na dwa kółka

Data aktualizacji: 14-07-2021

Maria Kostacińska aktywnie przemierza dalekie dystanse na rowerze oraz chętnie dzieli się wiedzą m.in.: w „Poradniku Bikepackersa”. Od podszewki zna bikepacking, promuje mikrowyprawy, a pod szyldem Babskiej Korby szkoli kobiety, które chcą jeździć. Walczy ze stereotypem, że rower nie jest dla płci pięknej. Odważnie mówi o nierównościach w kolarstwie. W rozmowie z nami opowiada o swojej pasji, sprawie kobiecej oraz daje przydatne wskazówki wszystkim tym, którzy chcą rozpocząć przygodę na dwóch kółkach.

Na zdjęciu Maria Kostacińska z rowerem.fot. Coffee Tea Trip 

CentrumRowerowe.pl: Bikepacking to pojęcie, które bezpośrednio łączy się z kontaktem z przyrodą. Jak sądzisz, z czego wynika ten fenomen, że coraz więcej osób wsiada na rowery, chce choćby na chwilę porzucić miejskie życie i znaleźć się bliżej natury? 

Maria Kostacińska: Moim zdaniem fenomen ten składa się z dwóch niezależnych czynników. Pierwszym z nich jest sytuacja związana z pandemią (która na szczęście już się unormowała). W zeszłe wakacje zostaliśmy gwałtownie pozbawieni większości znanych nam sposobów spędzania wolnego czasu — kina, galerie handlowe, restauracje, baseny, parki rozrywki i kluby sportowe zostały zamknięte. W poszukiwaniu nowych sposobów na zabawę i relaks ludzie zwrócili się w stronę rowerów, które wymykały się covidowym restrykcjom. Dodaj do tego brak możliwości noclegu w hotelu i masz gotowy przepis na rozkwit zainteresowania bikepackingiem

Za drugi element, odpowiedzialny za bikepackingowy boom, uważam cykliczność, którą obserwujemy w branży rowerowej. Producenci sprzętu rowerowego prześcigają się w wymyślaniu innowacji i kreowaniu popytu na nowe rowery. W ostatnim czasie padło na gravele, które idealnie nadają się do tego sposobu turystyki. Ciekawe, czy gdyby pandemia przydarzyła się 5 lat wcześniej wyruszylibyśmy w teren tak tłumnie? 

Bikepacking i biketouring to dwa pojęcia prezentujące różne sposoby podróży rowerowych. Wyjaśnij proszę, czym się charakteryzują i dla kogo są przeznaczone? 

MK: Nie lubię sztywnych definicji, dla mnie najważniejszy jest fun z jazdy. Bikepacking i biketouring tak naprawdę przenikają się ze sobą i czasami ciężko jest odróżnić jedno od drugiego, ale spróbujmy. 

W bikepackingu na rower zakładamy torby, które mocowane są na kierownicy, w trójkącie ramy i na sztycy. Takie umieszczenie zapewnia lepszą dynamikę jazdy, aerodynamiczność, a co za tym idzie ma mniejszy wpływ na prowadzenie roweru. Jest w nich jest mniej miejsca, niż w sakwach, dlatego bikepackersi wyruszają zazwyczaj na wycieczki nieprzekraczające kilku dni. Najczęściej używanym do tej dyscypliny rowerem jest gravel, chociaż spokojnie można pojechać na taką wyprawę na rowerze szosowym lub MTB. 

W biketouringu na jednoślad zakładamy sakwy montowane po bokach przedniego i tylnego koła. Sakwy są obszerne, dlatego umożliwiają wielotygodniowe wyprawy. Zwykle trasę pokonuje się na rowerach trekkingowych, ale ponownie — nie jest to sztywna zasada. Całość, wraz z wyposażeniem jest dużo cięższa, niż w bikepackingu. 

Obie formy podróżowania są przeznaczone w gruncie rzeczy dla każdego. To od Ciebie zależy, jaka forma pasuje Ci bardziej. Idź za głosem serca, rób to, co czujesz najbardziej. Nie przejmuj się definicjami. W końcu w podróżach rowerowych chodzi o przeżywanie i eksplorację, a nie o etykiety. 

Maria Konstacińska na rowerze.fot. Coffee Tea Trip 

Wkraczamy w okres wakacyjny. Od jakiegoś czasu angażujesz się w promowanie tzw. mikrowypraw. Na czym polega taka podróż i czego należy się spodziewać? 

MK: Mikrowyprawy to krótkie przygody w terenie, które nie wymagają dużego nakładu finansowego. W świecie rowerowym to krótka bikepackingowa wycieczka, podczas której nie oddalamy się zbytnio od domu i spędzamy w terenie jedną noc. To taka przygoda dla zabieganych. Wystarczy chwila planowania, oddalenie się od miasta na kilkanaście kilometrów, żeby zanurzyć się w naturze, skosztować leśnego życia, które dla mieszczuchów jest czymś odświeżającym i nietypowym. 

Jakie rady bikepackingowe dałabyś osobie, która wybiera się na taką mikrowyprawę, nawiązując do standardowego bikepackingowego kwartetu, czyli jedzenia, noclegu, sprzętu i odzieży? Opowiedz też proszę o 10 rzeczach, które Ty zawsze zabierasz ze sobą. 

MK: Najważniejszą radą będzie chyba: nic się nie bój i po prostu spróbuj! Na początek weź najzwyklejszy plecak i spakuj do niego to, co niezbędne: 


  • jedzenie: do spędzenia nocy w terenie wystarczy kilka kanapek na kolację i śniadanie oraz termos z herbatą 

  • nocleg i sprzęt: namiot lub hamak, mata lub materac, śpiwór, sprej na owady, zestaw naprawczy, latarkę 

  • odzież: najlepiej sprawdzą się ciepłe legginsy i koszulka z długim rękawem. 





To naprawdę wystarczy, żeby wyjechać na jedną noc poza miasto. Moje 10 obowiązkowych elementów wyposażenia to: 


  • hamak
  • podpinka
  • śpiwór
  • komplet odzieży termicznej, której używam jako pidżamy
  • sprej na komary
  • latarka
  • kuchenka gazowa
  • kawa
  • aeropress
  • kubek. 

 Maria Konstacińska w hamaku.Fot. Quan Bui 

W przypadku bikepackingu nocowanie w lesie to ciekawa alternatywa względem noclegów w hotelach. Opowiedz proszę o swoich najciekawszych doświadczeniach, a także o zaletach i ewentualnych wadach spania pod gołym niebem. 

MK: Śpię w hamaku, więc dla mnie każdy nocleg w terenie to okazja do zasypiania z widokiem na rozgwieżdżone niebo i budzenia się do promieni słońca przenikającego przez korony drzew (o ile nie pada, wtedy rozkładam tarp). Do najciekawszych biwaków zaliczam nocleg z niesamowitym widokiem na skalnej półce tuż nad morzem, za granicą rezerwatu Stendörren oraz nocleg w górach przy -11 stopniach Celsjusza. 

Plusy spania w terenie to na pewno niezależność — to Ty decydujesz, gdzie rozłożysz dziś obozowisko. Taki sposób noclegu zbliża nas do natury i może być niesamowitym przeżyciem. Na co dzień nie budzi nas przecież śpiew ptaków i promienie słońca delikatnie muskające policzki. Dodatkową zaletą spania w terenie jest oszczędność — nie trzeba wydawać pieniędzy na hotele. Oczywiście lekki śpiwór, zestaw hamakowy lub namiot potrafią kosztować niemałą sumę — jest to jednak wydatek, który ponosimy tylko raz, a dobrze konserwowany sprzęt posłuży latami. 

Do minusów spania w terenie zaliczam konieczność przewożenia dodatkowych kilogramów na rowerze, ograniczoną możliwość umycia się, czy drobne niedogodności, takie jak komary czy kleszcze. 

Nocleg na trasie rowerowej.Fot. Coffee Tea Trip 

Brałaś udział w wyprawach bikepackingowych zarówno w Polsce, jak i za granicą. Czy organizacja tych wypraw różni się w zależności od odwiedzanego regionu? Gdzie jeździ się łatwiej?  

MK: Organizacja wyprawy w Polsce i za granicą nie różni się znacznie. Planując zagraniczny bikepacking, należy pamiętać o sprawdzeniu prawa dotyczącego biwakowania czy rozpalania ognia. Warto również poznać wszystkie przepisy dotyczące jazdy rowerem — w niektórych krajach w wybranych okresach roku rowerzyści poruszający się po lesie muszą mieć na sobie odblaskową kamizelkę ze względu na sezon myśliwski. 

Są kraje, gdzie rozbudowana sieć infrastruktury rowerowej czy duża obecność rowerzystów na drogach sprawiają, że jeździ się łatwiej niż w Polsce. Na przykład kierowcy na Gran Canarii są bardzo uprzejmi, natomiast na Słowacji jest gorzej niż u nas. To wszystko zależy od odwiedzanego miejsca i jego specyfiki. Poznawanie kolarskiej kultury zagranicą to mega ciekawe doświadczenie. 

Zawodowo jesteś związana z branżą rowerową. Czy kobietom w świecie rowerowym jest trudniej? Jeżeli tak, to z jakimi trudnościami muszą się mierzyć?  

MK: Kobiet w polskim i światowym bike biznesie nadal jest bardzo mało i niestety musimy borykać się z różnymi trudnościami. Wielokrotnie mierzyłam się z próbami podważania moich kompetencji ze względu na płeć, czy seksistowskimi żartami rzucanymi w mojej obecności. Moim zdaniem wynika to z przestarzałej mentalności sugerującej, że kobiety gorzej znają się na rowerach. Przecież wystarczy zdobyć wiedzę i doświadczenie, aby stać się dobrym pracownikiem branży — płeć zupełnie nie ma znaczenia. 

Czym jest prowadzony przez Ciebie projekt Babska Korba – czym się w ramach projektu zajmujecie, do kogo jest kierowany jakie są jego cele?  

MK: Babska Korba to spełnienie moich marzeń. Razem z Aliną Kilian (Ala ma Koła) i trenerem Radosławem Rogożem stworzyliśmy darmowy program szkoleniowy dla kobiet, które chcą zacząć jeździć na rowerze, poprawić formę czy przygotowywać się do wyścigów. W ramach Akademii Babskiej Korby dziewczyny w Warszawie i Bielsko-BIałej mają możliwość uczestniczenia w jazdach grupowych na gravelu i szosie (w najbliższych tygodniach uruchomimy jazdy w kolejnych miastach). 

Kobiety z całej Polski mogą brać udział w naszych zgrupowaniach i zimowych treningach online pod okiem trenera. Mamy stypendia dla najzdolniejszych dziewczyn, które planują starować w zawodach. Obejmują opiekę trenera, fizjoterapeuty i wsparcie merytoryczne. Jeszcze raz podkreślę — to wszystko jest za darmo i każdy może do nas dołączyć. 

Zapraszamy też kobiety, które mają już doświadczenie w jeździe. Mogą dołączyć do nas jako prowadzące jazdy lub mentorki, wspomagające zupełnie początkujące uczestniczki jazd, np. ucząc jazdy na kole. Zerknijcie na stronę na facebooku lub instagramie Babska Korba. To niesamowite uczucie móc robić coś takiego dla innych — dzielić się doświadczeniem i szerzyć zajawkę. 

Rowerzystki na mecie.Fot. Oles Zhuravel 

Myślisz, że kobiety trzeba przekonywać do jazdy na rowerze? Czy jest im trudniej wejść do tego świata? Jeżeli tak, to dlaczego?  

MK: Amatorki często spotykają się z drobnymi, ale uciążliwymi trudnościami, wynikającymi ze znacznej przewagi mężczyzn w sporcie, jak np.: mniejsza dostępność butów, odzieży czy rowerów w sklepach rowerowych. Szukanie specjalistycznego modelu damskiego roweru (enduro czy drogiej szosy) to naprawdę ciężka sprawa. Należy też zwrócić uwagę, że tu mamy do czynienia z pewnego rodzaju zamkniętym kręgiem — mniej kobiet w świecie rowerowym powoduje, że właściciele sklepów ostrożnie zamawiają damskie produkty, a mała dostępność rowerowych produktów dla nas utrudnia nam wejście w kolarski świat. 

Moja koleżanka opowiedziała mi kiedyś historię, o wyścigu rowerowym, w którym za pierwsze miejsce dostała męską koszulkę XXL. Na tegorocznym Pucharze Polski XCO w Krynicy Zdrój zawodnicy kategorii Masters otrzymali nagrody finansowe, a zawodniczki… lokówki do włosów! 

Na grupach rowerowych grupach facebookowych zdarzają się seksistowskie memy, czy wykorzystywanie pobranych z internetu zdjęć skąpo ubranych kobiet w otoczeniu rowerów, w celu przyciągnięcia większej uwagi do postów związanych z poszukiwaniem sprzętu rowerowego. W niektórych przypadkach dochodzi do agresji słownej — znam przypadek, w którym wyprzedzony na podjeździe facet zwyzywał dziewczynę, tylko dlatego, że okazała się od niego szybsza. To wszystko demotywuje i sprawia, że kobiety czują, że nie są mile widziane w tym sporcie. Oczywiście nie wszyscy mężczyźni zachowują się w ten sposób, ale niestety każda z moich kolarskich koleżanek ma w zanadrzu kilka przykładów takiego zachowania. 

Co Twoim zdaniem trzeba zrobić, aby nierówności w kolarstwie damskim i męskim odeszły w zapomnienie?  

MK: Kobiet nie trzeba przekonywać do jazdy — bardzo chętnie wsiadają na rowery. Jednak prawdą jest, że w zdominowanym przez mężczyzn sporcie jest nam trudniej. Na szczęście stan ten ulega stopniowej poprawie. Na tę kwestię trzeba spojrzeć, tak naprawdę z dwóch stron: świata amatorek i profesjonalistek. Dzisiaj skupię się na tej drugiej bo to temat rzeka. Mogłabym o nim napisać książkę. 

Na pewno musi być to działanie wielotorowe, a realistycznie patrząc — rozciągnięte w czasie przynajmniej na kilkanaście lat. UCI powinno podjąć stanowcze kroki i wprowadzić przepisy gwarantujące równe pensje oraz nagrody dla kolarek. Zapewnić im także równe możliwości startów. Wyścigi profesjonalistek powinny odbywać się w innych terminach niż wyścigi mężczyzn, tak aby telewizja miała możliwość emisji wyścigu. Takie same zmiany prawne powinny zajść na poziomie lokalnym w sporcie zawodowym i amatorskim. 

Należy pamiętać, że zmiany zaczynają się od nas — zwykłych osób, które tworzą kulturę kolarską w Polsce. Powinniśmy zawsze stanowczo sprzeciwiać się przypadkom dyskryminacji na zawodach — niższym nagrodom, ograniczonym możliwościom startu, chamskim komentarzom czy seksistowskim żartom w realnym świecie i przestrzeni online. 

Myślę, że dużo musi się jeszcze zmienić w tym, jak dzielimy się obowiązkami w związkach. Według badań GUS z 2019 roku kobiety zamężne, z dziećmi na utrzymaniu, średnio poświęcają dziennie 4 h 45’ na opiekę nad dziećmi, gotowanie i sprzątanie. Jest to prawie dwukrotnie więcej niż w przypadku mężczyzn (2 h 13’). Jeśli chcemy, żeby kobiety były aktywne sportowo, to przede wszystkim partnerzy muszą zapewnić im czas na realizowanie swojej pasji w czasie wolnym, przejmując na siebie część obowiązków domowych. 

Maria Konstacińska na rowerze w lesie.Fot. Coffee Tea Trip 

Marię Kostacińską znajdziesz na Instagramie @pojesc_pojezdzic, gdzie umieszczony jest link do jej darmowego ebooka „Poradnik Bikepackersa”. O inicjatywnie Babska Korba przeczytasz na Facebooku. 

Niniejszy wywiad to część cyklu rozmów z miłośnikami dwóch kółek. Pytamy profesjonalnych sportowców oraz popularnych amatorów o to, co jest dla nich najważniejsze w jeździe na rowerze. Wszystkich łączy pasja i doświadczenie w długich podróżach. Dociekamy, w jaki sposób przygotować się do wielodniowych wypraw, a także co warto ze sobą zabrać. Odkrywamy tajniki różnych dyscyplin, pytamy o plany oraz najciekawsze przygody.  


)