Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Prawie tysiąc złotych za komplet złożony ze koszulki i spodenek... Kiedy pierwszy raz widzisz te ceny, odruchowo sprawdzasz, czy nie pomyliłeś marki z Assosem. A jednak to Eroe, najbardziej rozpoznawalny polski producent odzieży kolarskiej z górnej półki, który na rodzimym rynku nie ma dziś realnej konkurencji. Pytanie brzmi prosto: czy polskie premium faktycznie broni tej ceny? Sprawdziłem to przez dwa miesiące na granatowym komplecie – koszulce Duo Blue Ultralight i kultowych „Najlepszych Bibsach Świata” Grinta.

Czas trwania: 2 miesiące.
Intensywność: kilkanaście wyjść na rower.
Przebieg: około 500 km.
Pora roku i warunki: ciepłe, słoneczne dni.
Sprzęt: Felt AR Road (2023).
Typ roweru: szosa.
Dostałem komplet w różnych odcieniach niebieskiego, dobrany pod ramę w odcieniu Midnight Blue. Już sama paczka przesłana od Eroe wyglądała bardzo efektownie, ponieważ marka korzysta z estetycznych kartonów, na które nadrukowane są mapy topograficzne polskich gór. Wydaje mi się, że na mojej widziałem Śnieżkę. Natomiast po wypakowaniu i przymierzeniu stroju było jeszcze efektowniej. Mam upodobanie do minimalizmu, dlatego w strojach kolarskich nie lubię krzykliwych wzorów nadruków ani ozdobnych printów, a Eroe realizuje oszczędną estetykę niemal w każdym modelu.

Strój od Eroe testowałem przez kwiecień i maj, na dosyć sportowym, szosowym Felcie AR. Pogoda nie rozpieszczała, dlatego treningów było mniej niż bym chciał. Najdłuższy wyjazd zamknął się w 90 km, ale kilka razy przesiedziałem po 3-4 godziny w siodełku – wystarczająco, żeby strój pokazał charakter i przeszedł pierwszą serię prań. Przy 178 cm wzrostu i 72 kg sięgnąłem po rozmiar M, co okazało się idealnym wyborem.
Zacznę od spodenek, bo to one są tu prawdziwą gwiazdą. Sama nazwa – „Najlepsze Bibsy Świata” – potrafi w Polsce podzielić towarzystwo przy kawie po treningu. Jedni przewracają oczami na taką pewność siebie, inni traktują to jako deklarację, którą trzeba sprawdzić. Eroe musi być bardzo pewne tego modelu. Jak wiele innych marek odważyłyby się tak nazwać swój produkt?
Pod nazwą nieco prowokacyjną (a raczej nadaną z przymrużeniem oka) kryje się jednak produkt uszyty z naprawdę topowych materiałów. Włoska tkanina Timely (Second Skin), do tego jedna z najlepszych wkładek dostępnych na rynku – Elastic Interface Peloton Men Hybrid w technologii Air-Mapping, projektowana z myślą o jazdach przekraczających 7 godzin. Skład to 80% poliamidu i 20% elastanu, a całość – mimo polskiego rodowodu marki – uszyto w słonecznej Italii.
I to właśnie wkładka jest dla mnie fundamentem tych spodenek. Od dawna twierdzę, że Elastic Interface robi najlepsze inserty na rynku, a ten model po prostu do mnie pasuje: daje sporo tłumienia i komfortu, a przy tym świetnie oddycha dzięki perforowanej strukturze Air-Mapping, która zamiast klejonej laminacji stawia na realny przepływ powietrza. Jedno zastrzeżenie – z pudełka wkładka jest odrobinę usztywniona i potrzebowała 4–5 treningów, żeby się „ułożyć” i dopasować do ciała. Po tym okresie docierania robi dokładnie to, co powinna.

Kolejna rzecz, która rozłożyła mnie na łopatki, to jakość szycia. Jeździłem w wielu dobrych modelach od Ale Cycling, Endury czy GripGraba, ale takiej jakości obszycia jeszcze nie widziałem. Nie znam się na krawiectwie, ale zastosowano tutaj nieco inną metodę połączenia materiałów, dzięki czemu w okolicach krocza nie czuć żadnych łączeń tkaniny z wkładką. Wszystko przechodzi tak płynnie, że materiał układa się na ciele jak druga skóra. Krój jest mocno szosowy, wręcz wyścigowy – Grinta wprost prosi się o ostrzejsze tempo.
Osobny rozdział to szelki. Są nietypowo wysoko zabudowane – materiał obejmuje niemal cały brzuch, a nie tylko biodra. Przyznaję, że na początku trochę mnie to zaskoczyło, bo nie miałem wcześniej bibsów z tak wysokim stanem. W jeździe jednak zupełnie się o tym zapomina, a całość trzyma się znakomicie. Najwidoczniej to nie żadna fanaberia projektanta, ale celowy zabieg mający poprawić ułożenie spodenek. Co ważne, nie robi się w tym cieplej – materiał jest leciutki, a przewiewny panel na plecach robi swoje. Powyżej 25 stopni różnicę w odprowadzaniu wilgoci czuć naprawdę wyraźnie.
Czy to najlepsze bibsy świata? W tym haśle jest oczywiście porcja przesady. Ale ręka w górę – pod względem wykończenia to najlepsze spodenki, jakie miałem na sobie – w niczym nie ustępują rywalom z tej samej półki cenowej (Assos, POC czy Castelli).
Z koszulką sprawa jest prostsza, bo dowozi dokładnie to, co obiecuje. Model Ultralight charakteryzuje się mocno dopasowanym krojem (aero) z przewiewną, perforowaną tkaniną. Zaprojektowano ją z myślą o jeździe w upalne dni na rowerze o dosyć agresywnej pozycji, dlatego ma wysoki przód i zdecydowanie przedłużony tył. Skład: 78% poliamidu i 22% elastanu, ręczne szycie we Włoszech.

Na rowerze optymalnie prezentuje się dopiero w pochylonej pozycji – wtedy układa się idealnie, bez ani jednej zbędnej fałdy. W upale włoski materiał oddycha fenomenalnie, a przedłużone, mocno przylegające rękawy nie tylko poprawiają aerodynamikę, ale i świetnie wyglądają.
Najwięcej charakteru dają tu jednak rękawy w kontrastowym kolorze. To zabieg stosowany przez różne marki. Motyw konsekwentnie wraca w kilku modelach nowej kolekcji i sprawia, że strój wygląda ciekawiej niż typowa jednolita koszulka.
Od strony funkcjonalnej też wszystko gra. Z tyłu znajdziesz pięć kieszeni: trzy duże otwarte, jedną mniejszą na odblaskowy zamek i jedną na bocznym panelu – ta ostatnia to idealne miejsce na zużyte opakowania po żelach i batonach. Skrajne kieszenie skrojono „pod kątem”, dzięki czemu naprawdę łatwiej do nich sięgnąć (przyznaję ze wstydem, że zauważyłem to dopiero po lekturze opisu producenta). Drobny, ale świetny detal to patka kryjąca zamek, która chroni spodenki przed przetarciem. Są też dwa otwory na przewód słuchawek – sam ich nie używam, ale nie przeszkadzają.

Lekki, przewiewny i mocno elastyczny strój zawsze rodzi to samo pytanie: czy nie zacznie się niszczyć po kilku jazdach? Materiał Eroe faktycznie sprawia wrażenie delikatnego, więc podchodziłem do niego z pewną rezerwą. Niepotrzebnie, bo po kilkunastu wyjazdach nie widać żadnych śladów zużycia, wkładka wygląda jak nowa, a pranie w 30 stopniach nie zostawia poskręcanych nitek ani zaciągnięć.
Zalety:
Wady:
Ocena zestawu: 9/10
Szosowiec, który w zeszłym sezonie skręcił w stronę szutru. Uwielbia kolarstwo w każdej postaci, dlatego jeździ tyle, co ogląda – przynajmniej kilka godzin tygodniowo. Przez cały rok w mieście porusza się wyłącznie na rowerze. Nie boi się błota, dziur ani jazdy w deszczu.
Imię: Konrad.
Typ kolarstwa: szosowe + gravelowe.
Poziom zaawansowania: średniozaawansowany.
Częstotliwość jazdy: prawie codziennie.