Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Gdy maluch opanuje już stabilny chód i zaczyna biegać ile sił w nogach, czas pomyśleć o pierwszym rowerku. Na wersję z pedałami przyjdzie jeszcze czas – naukę warto zacząć od biegówki, która w naturalny sposób rozwija zmysł równowagi i koordynację ruchową. Właśnie te kluczowe umiejętności zdobywała moja chrześnica, 2-letnia Laura, a jej pierwszymi towarzyszami stały się modele rodzimej marki Oxfeld: różowy Wee 12 i biały Ach 12. Oczywiście bezpieczeństwo to podstawa, dlatego na głowie znalazł się kask dziecięcy Eyen Junior.

Czas trwania: ponad miesiąc
Pora roku i warunki: kwiecień-maj
Sprzęt: rowery Oxfeld Wee 12 i Oxfeld Ach 12
Typy rowerów: biegowe
Wee 12 (różowy) i Ach 12 (biały) są trochę jak rodzeństwo – podobne do siebie, ale różniące się w ważnych detalach.
Oxfeld Wee 12 w cenie poniżej 500 zł oferuje parametry, których zazwyczaj szuka się u znacznie droższej konkurencji. Jakość tego modelu w niczym nie ustępuje produktom premium znanych rodzicom marek. Wizualnie prezentuje się świetnie – jest minimalistyczny, ma nowoczesną konstrukcję opartą na aluminiowej ramie i pompowane 12-calowe koła. Widać, że Oxfeld zadbał o detale dostosowane do najmłodszych. Gripy są małe, dopasowane do małych dłoni, z antypoślizgowymi wypustkami i zakończone ogranicznikami, aby chronić przed przypadkowym zsunięciem się rączek. Siodełko ma regulowaną wysokość i wyprofilowany kształt, a na mostku znalazł się piankowy ochraniacz.
To jeszcze nie koniec. Wee 12 ma także ogranicznik skrętu, co oznacza, że kierownica nie obróci się o 360 stopni. Są także podpórki, na których Laura kładła sobie nóżki. I teraz wisienka na torcie – masa tego modelu według producenta wynosi 3,03 kg, co w porównaniu z propozycjami konkurencji oznacza, że mamy do czynienia z jednym z najlżejszych modeli na rynku.

W Ach 12 mamy solidną, stalową ramę i nieco inne ułożenie rurek, ale koła pozostały 12-calowe. Podobnie jak w Wee 12, siodełko jest wyprofilowane i regulowane, mostek zabezpieczony, a gripy odpowiednio mniejsze. Na wyposażeniu znajduje się również podparcie na nóżki, tylko w Ach 12 ma ono formę plastikowych i szerszych podstawek. Polski producent dodał do Ach 12 hamulec. Maluch od najmłodszych lat może oswajać się z jego działaniem. W kwestii masy – Ach jest tym cięższym modelem, co można odczuć po podniesieniu obu naraz, ale nadal jest to przyzwoity wynik – niespełna 4,5 kg zgodnie z informacjami producenta.
| Cecha | Oxfeld Wee 12 | Oxfeld Ach 12 |
|---|---|---|
| Masa | 3,03 kg | 4,35 kg |
| Materiał ramy | Aluminium | Stal |
| Hamulec | Brak | Bębnowy na tylne koło |
| Podnóżek | Spłaszczone rurki tylnego widelca | Platforma zintegrowana z ramą |
Laura testowała kaski Eyen Junior w rozmiarze XS. Model ten ma wytrzymałą skorupę z 17 otworami wentylacyjnymi wykonaną w technologii in-mould, czyli pianka i skorupa są ze sobą trwale połączone. Z tyłu ma regulację obwodu, więc za pomocą pokrętła można go dopasować w kilka chwil. Laura szczególnie upodobała sobie wersję w serduszkowy design, ale tę w zwierzaki też chętnie zakładała. Co ważne, kask Junior jest leciutki, bo waży 220 g i dlatego nie obciąża głowy malucha.

Radość nieschodząca z twarzy i emocjonujące podskoki – tak w kilku słowach można opisać zachowanie Laury na widok nowych rzeczy. Wszystko od razu trafiło w dziecięcy gust, co było świetną zapowiedzią testów. Najpierw z dużym entuzjazmem przymierzyła ona kask, a zaraz potem zabrała się za testowanie obu rowerków. Oba modele bardzo jej się spodobały, co niejednokrotnie podkreślała, a nie zapominajmy, że maluchy oceniają oczami i jeśli rower od pierwszego wejrzenia budzi w nich chęć do zabawy, to znak, że nie będzie stał zapomniany w kącie.
O dziwo, przymierzyła ona oba kaski! Zaskoczenie tym większe, że nie lubi nosić czapek – toleruje jedynie opaski na uszy, więc była obawa, czy kaski dziecięce w ogóle znajdą się choć raz na głowie. Początkowo były one tylko na kilka chwil i odłożone na kanapę, ale po czasie Laura sama sięgnęła po nie, tłumacząc, że „na rowerku muszę mieć kask" – jak mówiła, tak zrobiła, a te okazały się jednak nie być takie straszne. Od tego czasu przed każdym wyjściem raz jeden, raz drugi był zakładany i nie było grymasów, że idzie na rowerek bez.
Okolica
Początkowo do testów rowerów wybierany był mało ruchliwy, porośnięty trawą plac. Taka przestrzeń była najbezpieczniejsza, gdyż w razie jakiejkolwiek wywrotki Laura miałaby „miękkie lądowanie", ale na szczęście do takowej nie doszło ani razu. Brak samochodów, chodzących i jeżdżących osób był naprawdę dobrym pomysłem, gdyż mogła w skupieniu spróbować swoich sił. Po kilku dniach jeździła też po chodniku wokół bloku czy przy domu na wsi u babci, bo radziła sobie na tyle dobrze, że nie było obaw o upadki i siniaki.
Pierwsze jazdy
Pierwsze kroki z Wee 12 i Ach 12 wyglądały podobnie. Na obu rowerach była w stanie swobodnie dotknąć stopami ziemi, co jest absolutnym warunkiem bezpiecznej nauki jazdy. Regulacja wysokości siodełka jest dość spora, co pozwala na użytkowanie biegówek nie tylko przez jeden sezon. Z przełożeniem nogi na drugą stronę Laura nie miała problemów w Wee 12, ponieważ ten model jest ciut niższy od swojego brata. W Ach 12 potrzebowała pomocy osoby dorosłej.

Początkowe poruszanie się z rowerkami zaczynała od spacerowania z ramą między nogami i rzadko siadała na siodełku. Choć była zachęcana do tego, aby usiąść i zacząć odpychać się na przemian nogami, wolała jednak chodzić, co nie jest błędem, a naturalnym odruchem. Po prostu nie czuła się jeszcze wtedy na tyle pewnie, aby „biegać" od pierwszych chwil i badała stabilność rowerków. Laura niemalże codziennie (o ile nie padał całymi dniami deszcz) chciała wychodzić na spacery w towarzystwie swoich rowerków biegowych i sama pamiętała o założeniu kasku. A jak nie mogła wychodzić… chciała jeździć po domu. Wystarczył jej niecały miesiąc, by po zachęcaniu do siadania na siodełku wstawać z niego coraz rzadziej. Odpychanie się nogami od początku nie sprawiało jej problemów. Po czasie zaczęła też szybciej się przemieszczać, ale na tytułowe, pewne „bieganie" jeszcze przyjdzie czas – choć jest na dobrej drodze.
Ciekawiło mnie też, czy podstawki pod nóżki spełnią swoją rolę. Gdy będzie jeździć szybciej, może je sobie postawić właśnie na nich i próbować balansować ciałem. Choć dziecięce stopy 2-latki nie są ani duże, ani szerokie, to miałam obawy, czy spłaszczone tylne rurki w Wee 12 utrzymają w miejscu stopy. Musiałam to przetestować i prowadząc Laurę, prosiłam o postawienie ich na nie. Trzymały się i ani razu nie ześlizgnęły, ale trzymała na nich same pięty, a nie całe stopy. W Ach 12 jest w tym miejscu zdecydowanie większa przestrzeń na buciki.

Wee 12 okazał się na tyle lekki, że Laura bez problemu radziła sobie z jego manewrowaniem, a nawet przestawianiem przy zawracaniu. Można było dostrzec, że dziecko nie męczy się przy takich manewrach. Także podniesienie przedniego koła, aby zaparkować w stojakach rowerowych pod klatką czy wjechać na krawężnik, nie było niemożliwe dla dziewczynki ważącej ponad 11 kg. Widać, że te 3,03 kg całej konstrukcji robią swoją robotę. Dobrze spisywał się także ogranicznik skrętu, przez co kierownica nie uciekała samoistnie na boki.
Ach 12 przez większą masę był niekiedy kłopotliwy. Zaparkowanie w stojakach nie było już takie łatwe i Laura potrzebowała pomocy, aby dźwignąć przednie koło do góry. Kiedy miała nim nawrócić, np. na trawie, siłowała się, aby wykonać manewr. Niby 1,35 kg różnicy między Wee i Ach, a jednak dla takiego malucha to sporo. Ta różnica w masie dawała się we znaki również rodzicom. Zniesienie Wee czy Ach z czwartego piętra w jednej ręce i z dzieckiem w drugiej to moment, w którym także oni doceniali każdy gram – i tu Wee 12 wygrywa bez dyskusji.
Początkowo z hamulca w Ach 12 Laura skorzystała dosłownie kilka razy – raczej w formie ciekawości, co się stanie po naciśnięciu klamki. Bardziej bawiła się nim niż świadomie hamowała. Podejrzewam, że ten element jeszcze nie jest dla niej i musi podrosnąć, aby docenić jego zalety. Zauważyłam też, że podczas prowadzenia rowerka miała ona problemy ze swobodnym chodzeniem. Podpórki na stopy, czy z lewej, czy z prawej strony, obijały jej się o łydki, kiedy stawiała nogi i widać było, że nie do końca jej to odpowiada.

Oxfeld Wee 12
Plusy:
Minusy:
Ocena końcowa 10/10.
Oxfeld Ach 12
Plusy:
Minusy:
Ocena końcowa 7/10.
Jeśli pytacie mnie o rekomendację – Oxfeld Wee 12 skradł dziecięce i moje serce. Choć oba modele są dedykowane maluchom o wzroście 80–100 cm, w praktyce dziecko w obu przypadkach powinno być jednak nieco wyższe niż dolna granica 80 cm. Zamiast sugerować się wyłącznie wzrostem, znacznie lepiej sprawdzić wewnętrzną długość nóżki. Przy maksymalnym obniżeniu siodełka w modelu Wee wynosi on 30 cm, co czyni go idealnym, lekkim i zwrotnym wyborem dla nieco niższych debiutantów. Z kolei model Ach, z minimalną wysokością siodełka na poziomie 36 cm i cięższą, stalową konstrukcją, sprawdzi się lepiej u starszych lub po prostu wyższych pociech, które mają już siłę, by swobodnie operować takim rowerkiem.

Niezależnie od wyboru, obydwa rowerki polskiej marki spełniły swoje zadanie – nie tylko skutecznie uczyły Laurę utrzymywania równowagi i koordynacji, ale przede wszystkim były świetnym towarzyszem zabaw, zamieniając każdy spacer w świetną aktywność.
Kask Eyen Junior jako obowiązkowy dodatek do pierwszej biegówki spisał się świetnie. Jego największą zaletą, którą doceniam, jest piórkowa waga – zaledwie 220 g sprawia, że maluch praktycznie nie czuł go na głowie. Wiele dzieci w wieku Laury ma problem z tym, by dać
ie założyć coś na głowę. Tak miała również ona, ale wygląd kasków Eyen Junior to przełamał – nosiła je chętnie od pierwszego dnia od ich otrzymania. Bezsprzecznie duży wpływ na to mają dziecięce grafiki serduszek czy zwierzątek.

Aż 17 otworów wentylacyjnych to prawdziwy ratunek przed spoconą głową podczas emocjonujących prób jeżdżenia. Dodatkowy plus daję za odpinane wkładki, które można łatwo wyprać i intuicyjne pokrętło z tyłu ułatwiające dopasowanie obwodu w kilka sekund.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do systemu regulacji pasków bocznych – brakuje tam możliwości ich schludnego schowania, przez co czasem nieestetycznie wystają. Szkoda też, że nie ma miękkiej gąbeczki pod brodą, która chroniłaby delikatną skórę przed bezpośrednim kontaktem z klamrą. Biorąc pod uwagę to, jak chętnie Laura go zakładała, uważam, że to jeden z lepszych wyborów dla małego kolarza.
Ocena kasku 9/10.
Testerka: 2-letnia Laura, która właśnie rozpoczęła swoją rowerową przygodę na biegówkach.
Autorka recenzji: Lidia, dla której poznawanie bliższej i dalszej okolicy z perspektywy dwóch kółek stało się nową pasją. Każda trasa to dla niej okazja do kręcenia kilometrów, niezależnie od tego, co znajduje się pod kołami.