Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Przez lata jeździłam i wiosłowałam w okularach jednej znanej marki i byłam pewna, że wiem, czego oczekuję. Rudy Project Spinshield Air przesunęły mi punkt odniesienia. Przez dwa miesiące i 700 km na szosie i crossie prawie nie czułam ich na twarzy. Sprawdziłam, czy tak lekka konstrukcja to nie kompromis i jak fotochrom radzi sobie ze zmiennym letnim światłem.

Czas trwania testu: 2 miesiące
Intensywność: treningi poza miastem i rekreacyjne przejażdżki
Przebieg: 700 km
Pora roku i warunki: lato, dni słoneczne i pochmurne
Sprzęt: Giant Propel i stara crossówka do jazdy po okolicy.
Typ roweru: szosa i cross
Najpierw w oczy rzuca się design. Biała, panoramiczna soczewka wygląda naprawdę dobrze. Ale to, co zapamiętałam z tych dwóch miesięcy, to nie wygląd, tylko waga. A właściwie jej brak.
Spinshield Air mają oprawkę Half Rim, czyli ramkę trzymającą soczewkę tylko od góry. Efekt jest taki, że okularów praktycznie nie ma na twarzy. W bezpośrednim porównaniu z modelem, w którym jeździłam i wiosłowałam od lat, są wyraźnie lżejsze, co czuć od pierwszego założenia.
Do tego sama oprawka jest w dotyku miększa niż u mojej dotychczasowej marki. Zero zaciskania na skroniach, zero ucisku po godzinie jazdy. Ale najbardziej przekonał mnie nosek: miękki, właściwie niewyczuwalny, nie odcisnął się ani razu. W poprzednich okularach dyskomfort na nosie zaczynałam czuć już po 40-50 km. Tu problem po prostu zniknął.
Drugi powód, dla którego te okulary zostają ze mną na dłużej, to fotochrom. Testowałam je przez całe lato, i w ostrym słońcu, i w pochmurne dni, więc soczewka musiała nadążać za zmianami światła. Reakcja fotochromów w okularach Rudy Project jest szybka i płynna, bez momentu, w którym jedzie się „za ciemno" albo „za jasno".

Najlepiej wypadły w pochmurne dni. Obraz był ostry i kontrastowy, bez wrażenia patrzenia przez szybę, a to akurat wada, którą znam z tańszych fotochromów. Bardzo dobrze sprawdziły się też na wieczornych przejażdżkach, gdy słońce wisi nisko: droga pozostawała czytelna, bez gubienia szczegółów nawierzchni.
Technicznie to soczewka ImpactX Photochromic 2 z transmisją światła w zakresie 8-80% (kategoria 1-3). Nie będę rozkładać jej na czynniki pierwsze, ale jak dokładnie działają szkła fotochromowe i kiedy mają sens, rozpisaliśmy w tym poradniku. Z mojej perspektywy liczy się jedno: jedna para na start i nie muszę myśleć o wymianie soczewki w trasie.
Miałam obawę, że tak lekka konstrukcja odbije się na stabilności. Ale nic takiego nie miało miejsca podczas jazdy. Producent pisze o geometrii Pro-Fit i wykończeniu Ergo-Grip na nosku i zausznikach. U mnie w praktyce przełożyło się to na okulary, które nie przesuwają się ani na podjazdach, ani na szybkich zjazdach. Na crossie, na nierównej ścieżce, też siedziały pewnie.
To dla mnie ważny punkt, bo nie chciałabym jeździć w ultralekkich okularach, które co chwile zsuwają się z twarzy. Tu dostałam jedno i drugie: prawie nieobecny ciężar i pełną stabilność w ruchu.

Dla osób, które szukają jednej pary na zmienne warunki i nie chcą czuć okularów na twarzy. Sprawdzą się na szosie i na crossie, na treningu i na spokojnej przejażdżce. Jeśli wybierasz spośród okularów fotochromowych, a zależy Ci na niskiej wadze i komforcie na dłuższym dystansie, to mocny kandydat. Szerszy obraz rynku i dobór modelu do stylu jazdy znajdziesz w poradniku jakie okulary na rower wybrać, a cała kategoria okularów rowerowych daje porównanie z innymi propozycjami.
Uczciwie: testowałam je w letnich, w większości dobrych warunkach. Deszczu, mgły ani chłodu, kiedy fotochromy potrafią parować, nie sprawdziłam, więc tego nie ocenię.

Zalety:
Wady (i zastrzeżenia):
Werdykt:
Najwygodniejsze okulary, jakie do tej pory testowałam, i mówię to po latach jazdy oraz wiosłowania w innej, znanej marce. Niska waga, komfort noska i dobrze działający fotochrom sprawiły, że w bezpośrednim porównaniu wybieram Spinshield Air. Minus jeden punkt za to, czego świadomie nie sprawdziłam w trudniejszej pogodzie.
Ocena końcowa: 9/10
Joanna to była reprezentantka Polski w wioślarstwie i olimpijka z Tokio, która na rowerze szosowym wykorzystuje wypracowaną latami siłę i wytrzymałość. Sprzęt ocenia jak sportowiec, przez pryzmat funkcji, wygody w wysiłku i dopasowania, prostym i konkretnym językiem, bez marketingowego hype'u. Ceni rzeczy, które po prostu działają i wyróżniają się na tle konkurencji.
Testerka: Joanna Dittmann.
Typ kolarstwa: szosa (opcjonalnie gravel i cross).
Poziom zaawansowania: rowerowo solidna amatorka, fizycznie z zapleczem byłej zawodniczki wyczynowej.
Częstotliwość jazdy: regularnie w sezonie (~3000 km rocznie), głównie przy dobrej pogodzie.