Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Chłodzenie na treningu obiecuje dziś każdy – od specjalnych materiałów syntetycznych, po żele. Postanowiłem sprawdzić trzy produkty z serii Ultra Cool Tech Glacier: ręcznik, czapkę i owijkę na kierownicę. Testowałem je biegając, na trenażerze w aplikacji Zwift i w realnej jeździe – także w deszczu. Wnioski są konkretne: chłodzą naprawdę, ale każdy z tych produktów ma swoje „ale", a jeden z nich zaskoczył mnie tam, gdzie się tego nie spodziewałem.

Czas trwania testu: kilka tygodni letniego sezonu
Intensywność: treningi biegowe, jednostki na trenażerze (Zwift) oraz jazda w terenie – od spokojnej bazy po mocniejsze akcenty
Warunki: upalne dni, jeden mocno deszczowy trening w wysokiej wilgotności oraz powrót w deszczu przy ok. 18°C
Pomieszczenie (trenażer): mały pokój, 26,6°C i 80% wilgotności względnej – zmierzone higrometrem tuż obok
Sprzęt: trenażer smart + rama Zwift Ride, wentylator Wahoo; bieganie w terenie; jazda w plenerze
Zanim przejdę do produktów, jedna rzecz, bez której cała ta recenzja nie ma sensu. Wszystkie trzy produkty Glacier od Ultra Cool Tech działają na tej samej zasadzie: chłodzenie ewaporacyjne aktywowane wodą. Moczysz tkaninę, odciskasz nadmiar, a odparowująca woda odbiera ciepło z powierzchni – skóry, głowy albo Twoich dłoni na kierownicy. Producent opisuje to jako reakcję endotermiczną aktywowaną wodą i dorzuca istotny warunek: efekt rośnie wraz z przepływem powietrza, a utrzymuje się tak długo, jak tkanina pozostaje wilgotna.
I tu robi się ciekawie. Parowanie działa wtedy, gdy powietrze ma dokąd tę wilgoć przyjąć. Przy 80% wilgotności względnej powietrze jest już niemal „pełne" – różnica ciśnień pary między mokrą tkaniną a otoczeniem jest mała, więc woda odparowuje wolno i chłodzenie siada. I żeby było jasne: nawiew miałem. Na trenażerze stał wentylator Wahoo, więc to nie był przypadek „braku ruchu powietrza". Problem był głębszy.

Wentylator faktycznie pomaga parowaniu – zdziera znad tkaniny warstwę nasyconego wilgocią powietrza i podstawia świeże. Ale jeśli całe powietrze w pokoju jest już przy 80% wilgotności, to wentylator w kółko przewiewa tę samą wilgoć – nie ma skąd wziąć suchszego powietrza. A tego deszczowego dnia pracowało to przeciwko mnie na kilku frontach naraz: mały pokój, wilgotno na zewnątrz (więc otwarte okno nic nie daje), a do tego mój własny pot i parująca woda z czapki oraz ręcznika dokładały wilgoci do małej objętości powietrza. Higrometr tuż obok pokazał efekt: 26,6°C i 80% – i temperatura, i wilgotność rosły w trakcie jednostki.

Skutek? Czapka i ręcznik na trenażerze dały zauważalnie mniej niż na zewnątrz. To nie wada produktu – to fizyka: żaden wentylator nie zmusi nasyconego powietrza, żeby przyjęło więcej wody. Warto o tym wiedzieć zanim wydasz pieniądze z myślą wyłącznie o trenażerowym pain cave – szczególnie jeśli, jak ja tego dnia, kręcisz w małym, zamkniętym pokoju.
Żeby sprawdzić, czy nie jestem zbyt sceptyczny wobec marketingowych „watów”, zapytałem o to trenera, Adriana Kurka. Były kolarz szosowy potwierdza: w upale celem nie jest magiczne podnoszenie mocy, lecz możliwie długie odsuwanie momentu, w którym organizm zaczyna przegrywać z temperatura:
Chłodzenie organizmu podczas wysokiej temperatury jest od dawna stosowaną metodą aby utrzymać "wydajność" na maksymalnym poziomie. Podczas wysiłku w wysokiej temp. wzrasta temp ciała , rośnie puls oraz narasta zmęczenie. Hamowanie procesu przegrzewania organizmu jest kluczowe aby zachować więcej sił i opóźnić efekt spadku wydajności. Przy przegrzewaniu ciała dochodzi jeszcze odwodnienie, które jest tragiczne jeśli chodzi wpływ na wydolność. Osiągając efekt utrzymywania temp ciała najdłużej w komforcie daje sobie szanse na lepsze osiągi podczas testów zawodów oraz przede wszystkim dbamy o dobre samopoczucie.
Zacznę od zwycięzcy, bo tu nie ma o co kruszyć kopii. Ręcznik chłodzący daje z całej trójki najwięcej – i to wyraźnie. Zarzucony na kark w trakcie biegu albo po mocnym akcencie realnie zbija odczucie gorąca. Producenci tego typu tkanin podają, że po zmoczeniu i strzepnięciu materiał schodzi w okolice 16°C i trzyma chłód, dopóki jest wilgotny – i to się w odczuciach broni. Na zewnątrz, gdzie jest choćby minimalny ruch powietrza, działa najlepiej.

Obsługa jest banalna: zmocz, odciśnij, strzepnij, zarzuć na kark. Karku dotyka miła w dotyku mikrofibra, złożysz go do etui i wrzucisz do kieszeni. Z całej trójki to najtańszy produkt – wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych – i z tej perspektywy wypada zdecydowanie najlepiej.
Jeden szczegół, o którym trzeba wiedzieć, żeby się nie zdziwić: ten ręcznik zasycha w takiej pozycji, w jakiej go zostawisz. Suszony na płasko usztywnia się i pozostaje płaski jak deska. Kuszące jest wtedy „przełamanie" go na pół, żeby zmieścić do torby – odradzam. Lepiej go ponownie zmoczyć i uformować, niż łamać na sucho. To nie jest zwykła bawełniana szmatka.
Czapka jest sensownie zrobiona: lekka, mocno perforowana, z siateczkowym frontem i ukrytą kieszonką na kostki lodu (to akurat konkretny pomysł na naprawdę upalny dzień). Kiedy działa, głowa faktycznie jest chłodniejsza.

I teraz szczerze, bo od tego jestem. Za te pieniądze to nie jest produkt, który mnie rozkłada na łopatki – 539 zł katalogowo za czapkę to poważny wydatek, a efekt, choć realny, nie robi „wow" proporcjonalnego do ceny. Dochodzi kilka rzeczy praktycznych:
Jeśli dużo biegasz w upale i szukasz właśnie tego – ok, czapka spełnia zadanie. Jako kolarz nie postawiłbym jej wysoko na liście priorytetów.
Najciekawszy i zarazem najbardziej kłopotliwy element zestawu. Owijka faktycznie chłodzi – po zwilżeniu dłonie czują różnicę, a producent słusznie zauważa, że w trakcie jazdy można ją dolewać wodą z bidonu, żeby podtrzymać efekt. Pomysł na papierze dobry, ale zderza się z prozą treningu: gdzie na trasie mieć tyle czystej wody, żeby regularnie polewać kierownicę? W bidonach mam zwykle izotonik, a tym owijki nie polejesz – kleiłaby się. Zostaje wozić osobny bidon z samą wodą „na chłodzenie", a to dodatkowa waga i jeden koszyk mniej na to, co realnie pijesz. Na dłuższym, mocnym treningu w upale ciężko to spiąć. Wykonanie i codzienne życie z tym produktem – już różnie.

Zebrałem wady po kolei, bo jest ich sporo:
I teraz najciekawsze – rzecz, której się nie spodziewałem. Owijka potrafi chłodzić… aż za dobrze. Wracałem kiedyś w deszczu przy ok. 18°C. Padało, więc taśma cały czas była mokra, czyli chłodziła pełną parą – tyle że było już zimno. Efekt: wychłodzone dłonie i realnie gorszy chwyt kierownicy. To odwrócenie sytuacji, w której zwykle produkt „nie działa" – tu działał za mocno i w najgorszym momencie. Owijka nie odróżnia upału od zimnego deszczu; robi swoje zawsze, gdy jest mokra. W ciepły dzień to zaleta. W chłodny i mokry – problem, o którym warto pamiętać. Jeśli jeździsz bez rękawiczek, tym bardziej rozważ dobrą parę rękawiczek do tej owijki – choć, jak pisałem, to kompromis, nie idealne rozwiązanie.
Podsumowując bez owijania w bawełnę: wszystkie trzy produkty realnie chłodzą. Fizyka działa – pod warunkiem, że zapewnisz im to, czego potrzebują: wodę, przepływ powietrza i sensowną temperaturę otoczenia. W dusznym, wilgotnym pokoju na trenażerze efekt siada; na zewnątrz w upale – rośnie.
Moja kolejność jest jednoznaczna:
Zalety (całej serii):
Wady:
Jeśli miałbym wydać własne pieniądze i wziąć jedną rzecz na upalny sezon – biorę ręcznik i nie oglądam się za siebie.
Piotr to kolarz szosowy i gravelowy, startujący w amatorskich wyścigach. Ceni bezkompromisową jakość, spójny setup i twarde dane nad marketingowe obietnice. Codziennie dojeżdża rowerem do pracy – niezależnie od pogody – co daje mu unikalną perspektywę testera w realnych, a nie laboratoryjnych warunkach.
Autor testu: Piotr Firyn.
Typ kolarstwa: szosa i gravel.
Poziom wytrenowania: zaawansowany.
Częstotliwość jazdy: codziennie (dojazdy) + treningi wg planu treningowego.