Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Kupując kask, zwykle nie myślę o tym, jak będę w nim wyglądał z perspektywy kierowcy. ABUS Taipan zmusza do takiego myślenia, bo w tylnej części ma przygotowane miejsce na dedykowaną lampkę. Przez półtora miesiąca jeździłem w nim do pracy, na treningi i dłuższe wycieczki, żeby sprawdzić, czy to kask na co dzień i jego lampka faktycznie jest użyteczna po zmroku. Poniżej piszę, co mi się podobało, czego zabrakło i czy do kasku warto dokupić lampkę.

Czas trwania testu: 1,5 miesiąca
Intensywność użytkowania: dojazdy do pracy, dojazdy na treningi oraz dłuższe wycieczki po pracy i w weekendy
Przebieg: około 500 km, głównie asfaltowe ścieżki rowerowe, szutry i leśne dukty
Pora roku i warunki: od końcówki lipca do połowy września, czyli od letnich upałów po chłodniejsze wrześniowe poranki i popołudnia
Sprzęt: Simplon Grid Core
Typ roweru: rower gravelowy
Gdy słyszę słowo ABUS, w mojej głowie od razu pojawia się skojarzenie z bezpieczeństwem. Wszystko za sprawą wysokiej jakości zapięć marki ABUS, które miałem już okazję testować. Tego samego, czyli wysokiego poziomu bezpieczeństwa, oczekiwałem więc od kasku.
Taipan to model pozycjonowany jako kask do jazdy gravelowej, choć jego wygląd i budowa sprawiają, że jest niezwykle uniwersalny. Ma klasyczną konstrukcję in-mold, czyli skorupę z poliwęglanu połączoną z pianką EPS, dużo otworów wentylacyjnych i wewnętrzny szkielet ActiCage, który według producenta pozwala zrobić większe otwory bez utraty wytrzymałości. Testowałem wersję granatową, która na żywo ma lekko perłowy połysk. Dobra wiadomość dla osób, które lubią wybierać: Taipan jest dostępny w wielu kolorach oraz rozmiarach (ja zdecydowałem się na M mieszczący się według producenta w widełkach 54-58 cm i był mi idealny, przy moim obwodzie głowy, czyli 58 cm).
Pierwsza rzecz, którą zauważyłem po założeniu, to brak uczucia, że kask odstaje. Znam modele, w których wygląda się jak pieczarka: skorupa wystaje na czubku głowy albo z tyłu i przy każdym spojrzeniu w szybę wystawową człowiek ma ochotę zdjąć kask. Taipan leży nisko i jest dobrze wyważony. Nie przechyla się do przodu na wybojach i nie ciągnie do tyłu, kiedy wjeżdżam na nierówny szuter.

Za dopasowanie odpowiada system Zoom Spin, czyli pokrętło z tyłu kasku. Działa prosto i przewidywalnie: kręcę w jedną stronę, obręcz się zaciska, kręcę w drugą, luzuje się. Da się to zrobić jedną ręką w rękawiczce, także w trakcie jazdy, kiedy po kilku kilometrach okazuje się, że rano przesadziłem z dokręceniem. Pokrętło ma wyraźne kliknięcia, więc nie ma problemu z drobną korektą o jeden ząbek.
Tu dochodzimy do detalu, który przy wielogodzinnych wycieczkach docenia się najbardziej. Poduszki wewnętrzne w Taipanie są grubsze niż w wielu kaskach, z którymi miałem do czynienia. Mają około 5 mm grubości i to czuć od razu po założeniu. Kask nie opiera się twardą pianką o czoło, tylko miękko przylega. Po trzech godzinach jazdy nie miałem charakterystycznego ucisku na czole, który w cieńszych wyściółkach potrafi zepsuć końcówkę trasy. Jestem jednak w stanie sobie wyobrazić i pojawiają się też takie opinie w Internecie, że początkowo wielu osobom przeszkadza uczucie "nadmiaru" wypełnienia.
Drugi plus to obsługa. Wkładki są łatwe do wyjęcia, bo trzymają się na punktach mocowania, a nie są wklejone na stałe. Przy dojazdach do pracy w trakcie letnich upałów ma to znaczenie praktyczne: wyjmuję poduszki, przepłukuję, suszę i zakładam z powrotem. Nie trzeba się z niczym siłować i nie ma obawy, że coś się urwie przy trzecim wyjmowaniu.
Kask ma w przednich otworach dedykowane miejsce na okulary. Osobiście nie korzystam z nich zbyt często, przez nawyk wpinania ich po zdjęciu z twarzy do uchwytu przy plecaku, ale doceniam. W Taipanie zauszniki wsuwa się w otwory i okulary trzymają się pewnie. Przez chwilę, na potrzeby recenzji rzecz jasna, sprawdziłem to nawet w trakcie jazdy po leśnych nierównościach i trzymały się dość pewnie.

Otworów wentylacyjnych jest sporo. W trakcie jazdy, również w intensywnym tempie na dłuższych odcinkach podczas wyższych temperatur, nie odczuwałem efektu przegrzania. Po zdjęciu kasku włosy nie były jak po prysznicu, a to oznacza, że spełniają swoją rolę.
Z tyłu kasku znajduje się dedykowane gniazdo na lampkę LED i to jest coś, co wyróżnia ten model. Szczegółowo o samej lampce piszę niżej, ale w kontekście kasku warto powiedzieć jedno: nawet kiedy lampka nie jest zamontowana, kask nie sprawia wrażenia niekompletnego. Miałem obawy, że pusty slot może wyglądać jak dziura po czymś, co zgubiłem. Tak nie jest. Tył kasku ma przemyślany kształt, a miejsce na lampkę wtapia się w linię otworów wentylacyjnych.
Sam pomysł oceniam bardzo praktycznie. Lampka zamontowana wysoko, na głowie, jest lepiej widoczna dla kierowców niż ta przy sztycy. Do tego jest to dodatkowe źródło światła dla osób jadących za mną, nawet jeśli na rowerze mam już tylną lampkę. Na wieczornych powrotach z treningów we wrześniu, kiedy robi się ciemno szybciej, niż się człowiek spodziewa, uważam to za realny wzrost bezpieczeństwa, a nie marketing.
Warto zauważyć, że w ofertach branżowych sklepów można znaleźć dwa rodzaje ofert. Kask Taipan można kupić "solo" lub od razu z lampką – wówczas produkt często nazywany jest kompletnie "Kask Taipan LED".
Jest jedna rzecz, o której muszę uczciwie napisać. Taipan nie ma systemu MIPS ani żadnego odpowiednika, czyli rozwiązania, które ma ograniczać siły skrętne działające na głowę podczas upadku. Na szczęście w trakcie testu nie miałem okazji sprawdzić, jak kask zachowuje się przy uderzeniu, jednak brak MIPS-a już czysto teoretycznie odejmuje trochę od oceny. Dla osób, które przy wyborze kasku kierują się przede wszystkim dodatkowymi systemami ochrony, będzie to więc minus. Tym bardziej, że gravel to jazda po zmiennej nawierzchni, gdzie o upadek łatwiej niż na gładkim asfalcie. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej, na blogu jest osobny tekst o tym, co to jest MIPS i czy warto do niego dopłacić.

Poza tym trudno mi się do czegoś przyczepić. Kask kosztuje w sklepie niecałe 660 zł. ABUS to jednak marka premium, a na bezpieczeństwie nie ma co oszczędzać. Ponadto za sprawdzoną przeze mnie wygodę, wyważenie, porządną wyściółkę i możliwość montażu lampki uważam, że to rozsądna cena. Gdyby w tej kwocie był jeszcze MIPS, nie miałbym nad czym się zastanawiać.
Lampka ABUS to listwa LED zaprojektowana konkretnie pod kaski Taipan i Urban-I 4.0. Waży około 20 g, więc na głowie jej nie czuć. Najważniejsze jest to, że montuje się ją estetycznie wzdłuż tylnej części kasku. Nie wystaje, nie wisi na gumce i nie wygląda jak dodatek doklejony po fakcie. Wygląda jak część kasku, bo w praktyce nią jest.
Mocowanie działa na magnes. Lampkę przykładam do gniazda, a ona sama wskakuje na miejsce. Zdejmowanie jest równie proste. Włączanie w trakcie jazdy też nie sprawiało mi problemu. Przycisk da się wyczuć palcem bez zdejmowania kasku, choć za pierwszym razem trzeba chwilę się do tego przyzwyczaić.
Lampka ma kilka trybów świecenia: mocny tryb ciągły, tryb standardowy, pulsujący i migający. W moim użytkowaniu tryb standardowy wystarczał na około 16 godzin, a w trybie migającym według producenta czas pracy przekracza 30 godzin. Przy samych dojazdach do pracy oznacza to ładowanie mniej więcej raz na kilka tygodni. Samo ładowanie odbywa się przez port USB-C, więc wystarczy ten sam kabel co do telefonu. Producent podaje, że pełne naładowanie trwa około 90 minut i tak też mniej więcej było w praktyce. Lampka ma też certyfikat IP44, co oznacza odporność na zachlapania i deszcz, a nie kąpiel w jeziorze. Do codziennych dojazdów w zmiennej pogodzie to w zupełności wystarczy.

Jest jednak jedna rzecz, która mnie jako człowieka liczącego złotówki zatrzymała na dłużej. Cena lampki kupowanej osobno wynosi około 155 zł, czyli mniej więcej jedną czwartą ceny samego kasku. Za tę kwotę można kupić przyzwoitą uniwersalną lampkę tylną na sztycę. Uważam, że jeśli ktoś często jeździ po zmroku albo w ruchu miejskim, ta dopłata ma sens. Osobom jeżdżącym głównie w dzień radziłbym się zastanowić, a najlepiej rozejrzeć się za wspominanym zestawem kasku z lampką.
Po około 500 km i półtora miesiąca jazdy odpowiedź brzmi: tak. ABUS Taipan to kask, który po prostu dobrze wykonuje swoją pracę. Siedzi nisko, nie odstaje, jest wygodny na długich trasach i łatwo się go obsługuje. Dedykowane miejsce na lampkę uważam za jeden z najbardziej praktycznych pomysłów w kaskach tej półki cenowej. Brak MIPS-a to jedyny poważniejszy argument przeciw, który każdy musi zważyć sam.
Lampka ACE jest dopracowana, wygodna w montażu i ładowaniu, a przede wszystkim realnie poprawia widoczność. Szkoda tylko, że kupowana osobno kosztuje tyle, ile kosztuje.
Kask ABUS Taipan
Zalety:
Wady:
Ocena: 9/10
Lampka ABUS Urban-I 4.0/Taipan ACE
Zalety:
Wady:
Ocena: 9/10