Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Nowy rower wygląda najlepiej w dniu odbioru. Potem czekają na niego kamienie spod kół, pasek od torby ramowej i but ocierający o korbę. Folia ochronna na ramę to jeden z tańszych sposobów, żeby ten świetny wygląd zachować na dłużej. Okleiłem mojego gravela Simplon Grid Core zestawem naklejek ochronnych MyScreen – pierwszy raz w życiu i przeszedłem przez wszystkie niezbędne czynności od mycia do ostatniego przetarcia mikrofibrą. Poniżej znajdziesz poradnik krok po kroku i szczerą ocenę samego zestawu.
Zacznę od rzeczy oczywistej, o której łatwo zapomnieć przy zakupie: lakier na ramie to nie pancerz. Na gravelu, który jeździ po szutrach, leśnych duktach i wiejskich drogach, w ramę regularnie strzelają drobne kamienie spod przedniego koła. Do tego dochodzą rzeczy zupełnie codzienne – otarcia o gałęzie krzaków podczas jazdy, opieranie roweru o ramę w różnych miejscach podczas postojów, pasek torby ramowej, który przy każdym pedałowaniu minimalnie przesuwa się po górnej rurze, albo pięta, która co któryś obrót ociera o ramię korby.
U siebie na moim starym Felcie widzę to doskonale: w miejscu, gdzie rzep torby ramowej obejmuje górną rurę, lakier jest już wyraźnie zniszczony. Nic dramatycznego, ale rama wygląda na starszą, niż jest. Przy karbonowej ramie dochodzi jeszcze jeden argument – głęboka rysa czy odprysk na karbonie to już nie tylko estetyka, ale potencjalnie konieczność wydania kolejnych pieniędzy na naprawę.
Folia ochronna (często nazywana PPF – od paint protection film) to przezroczysta, dość gruba i elastyczna warstwa, która przyjmuje na siebie te wszystkie drobne uderzenia i przetarcia. Nie zrobi z roweru czołgu i nie uratuje ramy przy poważnej wywrotce na kamieniach, ale na codzienne otarcia i kamyczki działa. Dodatkowy argument praktyczny: rower z czystym, zadbanym lakierem łatwiej potem sprzedać.
Wielu producentów jest tu spójnych i dzieli ramę na osiem stref, które są szczególnie narażone na uszkodzenia i należy zabezpieczyć je w pierwszej kolejności.
Oczywiście nie wszystkie przypadki dotyczą każdego roweru, bo przykładowo przewody można mieć schowane w rurze, przez co ogranicza się ryzyko zarysowania lakieru. Nie zmienia to jednak faktu, że są miejsca na ramie, które bezsprzecznie warto zabezpieczyć.
Większość rzeczy dostaje się w zestawie, ale warto zorientować się, czy ten na który się zdecydujesz posiada to wszystko:
Do tego trzeba mieć czas, chęci i czyste pomieszczenie. To naprawdę nie jest robota na chwilę. Pracuje się też zdecydowanie wygodniej, jeśli ma się jakikolwiek rowerowy stojak.
Poniżej przedstawiam sugerowaną kolejność i sposób wykonywania konkretnych czynności. Przy każdej z nich ważna jest dokładność, która przełoży się na lepszy efekt końcowy.
Folia przykryje wszystko, co zostanie na lakierze – ziarenko piasku pod folią będzie widać już zawsze. Rower myjemy dokładnie, z szczególnym uwzględnieniem miejsc, które będą oklejane. Jeśli nie masz sprawdzonej metody, zajrzyj do naszego poradnika jak i czym myć rower. Potem rower musi porządnie wyschnąć – także w zakamarkach przy główce i suporcie. Ja osobiście nie czekałem na wyschnięcie, a po prostu go wysuszyłem, by szybciej zabrać się do pracy.
Pracę poprzedziłem ściągnięciem lampek czy toreb, a także przygotowaniem stojaka, dla odpowiedniej stabilizacji roweru.

Po myciu na lakierze zostaje cienka warstwa detergentu czy nabłyszczacza, a klej folii jej nie lubi. Każde oklejane miejsce przecieramy alkoholem izopropylowym albo nawilżoną ściereczką czyszczącą i czekamy, aż wyschnie. Powierzchnia ma być idealnie czysta i sucha.
Dla lepszego efektu warto jest odtłuszczać tylko ten element, który zaraz będziemy oklejać, a nie cały rower na raz.
Zanim zerwiesz podkład z jakiegokolwiek elementu, przyłóż go do ramy. To moment, w którym sprawdzasz, czy element pasuje do kształtu rury, czy nie zachodzi na śrubki mocowania koszyka albo na otwory na przewody, i czy nie trzeba go przyciąć. Folia w zestawie jest uniwersalna, więc na konkretnej ramie coś może wymagać korekty, np. przycięcia. Lepiej to wiedzieć wcześniej niż z mokrą folią w ręku.

Płyn sprawia, że folia nie chwyta od razu i można ją przesuwać po ramie. W większości przypadków, przy rozsądnym korzystaniu, powinna wystarczyć buteleczka mająca około 30ml. Dla ułatwienia nakładania powinna mieć atomizer.
Jeśli nie masz specjalnego płynu, można wybrać rozwiązanie awaryjne: woda destylowana plus kilka kropli płynu do mycia naczyń. Takie rozwiązanie proponuje również wielu producentów.
Spryskujemy oba elementy – miejsce na ramie i klejącą stronę folii zaraz po zdjęciu podkładu. Folię trzymamy za krawędzie i dotykamy kleju jak najmniej. Klejąca strona zbiera wszystko: kurz z podłogi, włoski z bluzy, itp.

Mokrą folię kładziemy na ramę i przesuwamy do właściwej pozycji. Na tym etapie nic nie jest jeszcze ostateczne – jeśli element jest krzywo, można go poprawić.
Kiedy folia leży tam, gdzie powinna, bierzemy raklę i zaczynamy wyciskać płyn od środka na zewnątrz. Spokojnie, bez dużego nacisku, zachodzącymi na siebie ruchami. Chodzi o to, żeby wypchnąć spod folii całą wodę i pęcherzyki powietrza, a przy okazji jej nie przesunąć i nie porysować.

To najważniejszy etap, jeśli folia ma przetrwać dłużej niż jeden sezon. Odstająca krawędź to miejsce, w które wejdzie brud i woda, a potem folia zacznie się podwijać. Każdą krawędź i każdy róg dociskamy starannie – raklą, a na końcu palcem przez mikrofibrę. Warto jest co jakiś czas wracać do tego elementu wzrokiem i sprawdzać, czy nic nie „puściło” i w razie potrzeby ponownie docisnąć.

Na mocno wygiętych powierzchniach (główka ramy, połączenia rur, korona widelca) folia może się marszczyć. Wtedy pomaga suszarka do włosów na niskim lub średnim ustawieniu – ciepło zmiękcza folię, łatwiej się układa i lepiej przylega. Podgrzewamy delikatnie i od razu dociskamy raklą. Nie zawsze jednak jest to potrzebne.
Nadmiar płynu wycieramy mikrofibrą. Zaraz po aplikacji folia miejscami może wyglądać mlecznie – to płyn, który jeszcze nie odparował, a nie wada. Rower zostawiamy w ciepłym miejscu na 24 godziny. W tym czasie nie jeździmy – klej musi związać z ramą.
Teraz pora przejść do recenzji zestawu naklejek ochronnych MyScreen, który wykorzystałem do oklejenia mojego roweru.
Czas trwania testu: jedno popołudnie – około 5 godzin łącznie z myciem i suszeniem roweru
Forma testu: pełna aplikacja kompletu na całą ramę i widelec; pierwsze oklejanie roweru w moim życiu
Okres i warunki: wrzesień, temperatura pokojowa, bez przeciągów i kurzu
Sprzęt: Simplon Grid Core
Typ roweru: rower gravelowy z ramą karbonową
MyScreen to polska marka, znana bardziej z folii na telefony niż z akcesoriów rowerowych. Zakupiony przeze mnie zestaw nazywa się Armor Crystal Paint Guard i jest opisany jako uniwersalny, czyli bez dedykowania do konkretnego modelu ramy. Po otwarciu pudełka znajdziemy w nim:

Pierwsze wrażenie jest dobre, bo zestaw jest kompletny. Nie trzeba dokupować rakli ani mikrofibry, jest płyn, są chusteczki. Dla każdego, kto dba o wygodne zakupy, to się liczy – kupuję jedno pudełko i mam wszystko, zamiast składać zestaw z trzech różnych zamówień.
Dla łatwiejszego oklejania warto zaopatrzyć się też w ostre nożyczki (by odciąć od siebie interesujące nas elementy z głównego arkusza) i skalpel (by w konkretnych elementach dokładnie wyciąć otwory np. na śrubki od koszyka.
Całość – z myciem i suszeniem roweru – zajęła mi około 5 godzin. Piszę to z perspektywy kogoś, kto robi to pierwszy raz i zdaję sobie sprawę, że osoba z większym doświadczeniem wykona to wszystko zdecydowanie szybciej. Samo mycie i schnięcie zjadło mi sporą część czasu, a potem przy każdym elemencie dochodzi przymiarka, spryskiwanie, układanie i wyciskanie płynu. Szybko się okazuje, że duże, proste elementy na dolnej i górnej rurze idą sprawnie, a najwięcej czasu schodzi na wąskie rurki tylnego trójkąta, krzywizny przy główce i ewentualne docinanie folii.
Zadanie jest żmudne i czasochłonne. Wymaga sporych zapasów cierpliwości i dużo precyzji. Ktoś, kto nie lubi prac manualnych, może zrezygnować w trakcie. Gdy pytałem o cenę usługi oklejenia mojego roweru w specjalistycznym serwisie, dziwiłem się, że kosztuje to aż 1000 złotych. Gdy sam to robiłem, zacząłem rozumieć cenę, choć ze względu na niski poziom skomplikowania uważam, że nadal lepiej jest zrobić to osobiście.
Tu nie mam większych zastrzeżeń. Folia jest gruba, nie rozdziera się przy zdejmowaniu z podkładu, a przy tym dobrze się z nią pracuje. Na mokro przesuwa się po ramie bez oporu, a pod raklą płyn i pęcherzyki powietrza schodzą bez walki. Obawiałem się, że jako debiutant zostawię pod spodem pełno bąbelków – nie zostawiłem.
Najważniejsze jest jednak to, jak to wygląda po wszystkim. Po aplikacji folia jest praktycznie niewidoczna. Na ciemnozielonym, metalicznym lakierze Simplona musiałem się dobrze przyjrzeć pod światło, żeby znaleźć krawędzie. O to chodzi – rower ma wyglądać jak rower, a nie jakby był zapakowany w reklamówkę.
Chwilę poświęcę również na instrukcję. Ta ma aż 4 języki, w tym polski. Według mnie, czyli osoby, która oklejała rower pierwszy raz, była ona wystarczająca. Obejrzałem jednak również wideoporadnik przygotowany przez producenta – on również stworzny jest w taki sposób, że rozwiewa wszelkie wątpliwości. Instrukcja zawiera ponadto grafiki pokazujące 2 znajdujące się w zestawie arkusze folii i oznaczając konkretne elementy, a także rozpiskę, który z nich jest dedykowany do konkretnego miejsca w rowerze. Z takim przewodnikiem trudno jest zrobić coś źle. To z pewnością duży plus całego zestawu.

Elementy na arkuszach nie mają żadnych oznaczeń. Rozpiska jest w instrukcji, więc przy czternastu kawałkach trudno o pomyłkę – porównujesz kształty ze schematem i wszystko jest jasne. Ale małe literki bezpośrednio przy elementach (tak jak na schemacie) zrobiłyby porządek na stole i oszczędziły trochę zerkania w papier. Szczególnie, że dla łatwiejszego oklejania warto jest elementy od siebie poodcinać.
Buteleczka ma 30 ml i przy całym rowerze to jest na styk. Podejrzewam, że część winy leży po stronie atomizera: zamiast delikatnej mgiełki wypuszcza dość mocny, ciągły strumień, więc sporo płynu ląduje obok folii albo spływa po ramie.
Rakla robi swoją robotę, dopóki się trzyma. Pod koniec prac zaczęła się rozklejać, a fragment materiału był już strasznie mokry. Traktowałbym ją więc jako narzędzie na jedno oklejanie. Jeśli planujesz w przyszłości oklejać kolejny rower albo poprawiać pojedyncze elementy, lepiej dokupić porządniejszą raklę za kilkanaście złotych lub ponownie decydować się na zestaw z jednorazówką.
Nawilżane ściereczki są w porządku, ale to nie jest to samo, co porządne przetarcie ramy alkoholem izopropylowym. W zestawie, który tak dba o kompletność, mała buteleczka IPA byłaby naturalnym dodatkiem. Nie jest to dramat – IPA kosztuje grosze i kupisz ją łatwo przez Internet lub w wielu stacjonarnych sklepach np. motoryzacyjnych – ale trzeba pamiętać, żeby mieć ją przed rozpoczęciem pracy. Sprawdzi się znacznie lepiej niż dwie ściereczki.
W chwili pisania zestaw MyScreen kosztuje w naszym sklepie 139,99 zł. To środek stawki wśród osłon i folii na ramę – są zestawy trochę tańsze i trochę droższe. Za tę cenę dostajemy folię, która robi dokładnie to, co powinna: jest wytrzymała, łatwo się ją nakłada i po naklejeniu jej nie widać. Do tego komplet akcesoriów, który pozwala zacząć bez dodatkowych zakupów – z zastrzeżeniem odtłuszczacza. Podsumowując, jest to odpowiednia cena dla tego typu zestawu.
Zalety zestawu naklejek MyScreen:
Wady:
Zestaw MyScreen to rozsądny wybór dla kogoś, kto chce zabezpieczyć ramę samodzielnie i nie ma doświadczenia w oklejaniu. Najważniejsza rzecz w pudełku – sama folia – jest dobra i to ona broni oceny. Minusy dotyczą detali dodatków: płynu mogłoby być więcej, rakli na raz i braku drobnych ułatwień organizacyjnych. Żaden z nich nie przeszkodził mi w osiągnięciu dobrego efektu, a to było dla mnie najważniejsze.
Ocena: 8/10