Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Koniec września jest tym nieuchronnym czasem, gdy poranny dojazd do pracy zaczyna się o szarówce, a powrót kończy przy zapalonych latarniach. Eyen Glow PRO nie udaje reflektora – to para lekkich lampek, które mają sprawić, że kierowca zobaczy mnie wcześniej, niż ja zobaczę jego. Przez sierpień i wrzesień przejechałem z nimi około 500 km, głównie w dojazdach do pracy i na gravelowych wypadach, żeby dowiedzieć się, czy kompaktowe lampki o masie zaledwie kilkudziesięciu gramów wystarczą do codziennej jazdy.

Czas trwania: 2 miesiące (sierpień-wrzesień 2026)
Intensywność: dojazdy do pracy, okazjonalne wypady gravelem poza miasto, do tego kilka przejazdów szosą.
Przebieg: ok. 500 km.
Pora roku i warunki: koniec lata i początek jesieni; od pełnego słońca przez mocny deszcz po gęstą poranną mgłę.
Rowery: Felt Broam 30 (Shimano GRX 2×12) oraz Felt FR (karbon, Shimano 105 Di2, okrągła sztyca).
Pierwsze skojarzenie po wyjęciu lampek z pudełka mogłem mieć tylko jedno – Glow Pro przypomina nieco popularnego Knoga Blinder Mini. Podobna bryła, zbliżone wymiary, porównywalna moc, porównywalna funkcjonalność. Po włączeniu matryca diod rysuje nawet krzyżyk, podobnie jak Blinder Mini w wersji Cross.
Wspomnianego Blindera wożę od dwóch sezonów, więc porównanie nasunęło się samo, a istota różnica w cenie dodatkowo zachęciła do testów. Za Glow PRO – przód i tył – płacę 109,99 zł, czyli mniej więcej tyle, ile kosztuje sama tylna lampka australijskiego producenta.

Wygląd to sprawa drugorzędna, ale akurat tu nie ma się do czego przyczepić. Czarna, zwarta obudowa, jeden przycisk, żadnych dodatkowych napisów. Na kierownicy szosówki lampka nie psuje linii, na gravelu nie wygląda jak doczepiony gadżet. Minimalizm w dobrym wydaniu – ładny i sprytnie zaprojektowany produkt.
Przednia lampka daje do 95 lm, tylna do 35 lm. Ktoś, kto jeździ nocą przez las, uśmiechnie się pod nosem – i będzie miał rację, bo po zmroku, na nieoświetlonej drodze, z tym zestawem daleko się nie zajedzie. Glow PRO służy raczej do bycia widocznym, czy raczej "możliwym do dostrzeżenia". W mieście, w szarówce, porannej mgle, oślepiającym słońcu, na treningu poza miastem, który kończy się przed zmierzchem.
Zestaw Glow w wersji Pro (wersja bez tego dopisku ma 60 lm z przodu i 36 lm z tyłu) dobrze wywiązuje się z tego zadania. Lampkę widać na drodze nawet z 200 metrów, co przy wyjazdach na drogi powiatowe znaczy więcej niż jakakolwiek liczba w specyfikacji.
Jasny punkt przy mostku odcina się od tła także w pełnym słońcu, czy w pasie przydrożnego cienia. Polskie przepisy nie zabraniają świateł migających, a przy zestawie nastawionym właśnie na błysk to istotne – szczegóły zebraliśmy w tekście o przepisach dotyczących oświetlenia rowerowego.
Na nocną rundkę gravelem po lesie potrzebna jest już mocniejsza lampa przednia, a tych z zapasem mocy nie brakuje wśród lampek rowerowych przednich. Czym różni się lumen od luksa i dlaczego sama liczba na pudełku nie mówi wszystkiego, wyjaśnia nasz poradnik o parametrach lampek rowerowych. Wiązkę mocniejszych modeli można podejrzeć w porównywarce oświetlenia rowerowego.
Każda z lampek ma dwa tryby stałe – pełną moc i połowę – oraz sześć wariantów migania, wyraźnie różniących się intensywnością. Łatwo więc dobrać ustawienie do sytuacji: mocniejszy błysk na dzienną jazdę w ostrym słońcu, oszczędniejszy na długi powrót. Obsługa sprowadza się do jednego przycisku. Długie wciśnięcie włącza i wyłącza lampkę, krótkie przełącza tryby.
Kolejność trybów nie idzie ani od najjaśniejszego, ani od najoszczędniejszego. Tabela producenta dla przedniej lampki wygląda tak: 2,5 h, 5 h, 5,5 h, 10,5 h, 2,5 h, 4,5 h, 2,5 h i dopiero na końcu 72 h. Zwrócił na to uwagę jeden z kupujących w opiniach na stronie sklepu i trudno się z nim nie zgodzić. Da się w tym połapać, ale to niepotrzebne wprowadzanie zamieszania, logiczniejszy porządek oszczędziłby sporo klikania.

W każdej lampce siedzi akumulator o pojemności 400 mAh. Na papierze wystarcza on na 2,5 h pełnego światła stałego z przodu i 1,5 h z tyłu, a w najoszczędniejszym miganiu na 72 h (przód) i 57 h (tył).
Z testów drogowych wychodzi zdecydowanie mniej. W intensywnych trybach akumulator starcza na kilka godzin jazdy i na codzienne dojazdy to w zupełności wystarcza. Tabelki producenta nie udało mi się jednak dogonić – w moich jazdach rzeczywisty czas pracy wychodził krótszy od deklarowanego. Nie jestem w tym odosobniony. Jeden z klientów napisał w opinii, że tylna lampka w najbardziej ekonomicznym trybie świeciła mu maksymalnie kilkanaście godzin, czemu daleko do deklarowanych 72h.
Skąd ten rozjazd? Obstawiam różnicę między pomiarem w laboratorium a jazdą na dworze, w konkretnej temperaturze i wilgotności. Małe akumulatory nie lubią chłodu ani wilgoci, a wrześniowe poranki potrafią zaserwować jedno i drugie naraz, razem z mgłą. Tabelę z opakowania radzę traktować jako wartości mocno orientacyjne.
Z samym ładowaniem nie ma za to żadnego kłopotu. Złącze USB-C, podstawowy kabel w zestawie, 3 godziny do pełna. Na obudowie świeci się dioda – kiedy gaśnie, lampka jest gotowa do jazdy. Lampkę zdejmuje się z uchwytu bez odpinania paska, więc ładowanie przy biurku w pracy nie wymaga rozbierania kokpitu.
Klasa szczelności IPX4 oznacza odporność na zachlapania z każdej strony. W praktyce lampki przejechały ze mną kilka dojazdów w deszczu i zniosły to bez problemu. Zanurzenia ta norma już nie obejmuje, więc z myjką ciśnieniową lepiej się z nimi nie zapoznawać.

Montaż opiera się na silikonowym pasku i plastikowym uchwycie. Oba elementy są dobrej jakości, a lampka trzyma się mocno. Proste rozwiązanie, które spełnia swoją funkcję nad wyraz skutecznie – pod warunkiem że ma co objąć.
Na Felcie Broam 30 i na Felcie FR, które mają klasyczną kierownicę i okrągłą sztycę, założenie obu lampek to kwestia chwili. Schody zaczynają się na aerodynamicznej szosówce. Felt AR ma sztycę aero i guma okazuje się za mało elastyczna, żeby objąć jej profil, a adaptera w zestawie nie ma. Zostaje kombinowanie: przypięcie tylnej lampki do torby podsiodłowej albo do tylnych widełek. Z przodu podobnie – lekko spłaszczoną kierownicę pasek obejmie, ale zintegrowanego kokpitu typu „lotnisko” już nie.
Regulacja nachylenia to w moim odczuciu najlepszy pomysł w całym zestawie. Lampkę da się odchylić względem uchwytu, więc niezależnie od tego, czy siedzi na kierownicy, tylnych widełkach, torbie podsiodłowej, szelce plecaka czy kurtce, można ją ustawić tak, żeby była dobrze widoczna, a przy tym nie oślepiała innych uczestników ruchu.
Właśnie tego brakuje mi w moim Blinderze. Knog świeci pod takim kątem, pod jakim akurat wypadnie uchwyt, a Eyen pozwala to poprawić jednym ruchem. Kupujący w opiniach podkreślają, że w tej cenie taki mechanizm to rzadkość, i trudno odmówić im racji.
Glow PRO najlepiej odnajdzie się u kogoś, kto codziennie dojeżdża rowerem po mieście, i u szosowca, który chce być widoczny na treningu kończonym przed zmrokiem. Pasuje zarówno do roweru sportowego, jak i rekreacyjnego, a dzięki regulacji kąta sprawdzi się też przypięta do plecaka czy kurtki. Nie jest to natomiast zestaw na nocne rundki po lesie ani dla właścicieli szosówek z ramą aero.
Zalety:
Wady:
Werdykt:
Knog Blinder Mini jest punktem odniesienia dla każdej małej lampki na silikonowym pasku, do którego odnosi się dziś wielu producentów. Eyen poszedł tą samą drogą, ale dołożył to, czego oryginałowi brakuje – regulację kąta – i zmieścił przód z tyłem w cenie jednej lampki konkurencji. Rzeczywisty czas pracy odstaje od katalogu, a właściciele rowerów aero muszą pokombinować z montażem, dlatego nie daję więcej. O trwałości po kilku sezonach powiem więcej, kiedy te sezony miną.
Za 109,99 zł dostaję lekki, ładnie zaprojektowany komplet na codzienne dojazdy, który robi dokładnie to, do czego go stworzono. Po prostu świetny wybór do codziennej jazdy.
Moja opinia byłaby jeszcze lepsza, gdyby deklarowane czasy świecenia bardziej pokrywały się z rzeczywistymi osiągami. Za tę słabość odejmuję jedno oczko.
Ocena: 7/10